Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paznokcie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paznokcie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 listopada 2013

WIBO Wild Thing - lakier do velvetowego manicure

I znowu dłuższa przerwa na blogu, ohhh ... ale to nie zmienia faktu że jestem, że żyję i że będę dla Was dalej recenzować.

Tym razem chciałabym pokazać Wam lakier od firmy Wibo z kolekcji Wild Thing czyli efekt velvetowego manicuru. Kolekcja ta na rynek weszła we wrześniu:


Kolekcja fajna z tym, że ja będę recenzować jedynie lakier z tej kolekcji. Kupiłam tylko lakier gdyż stwierdziłam, że teraz przy dziecku i tak taki velvetowy mani u mnie się nie sprawdzi, a że kolor bardzo mi się podobał, wiec do koszyka wpadł sam lakier. Ja kupiłam ciemny granat, nr. 5:




Trochę o serii Wild Thing:

"Wild Thing to najnowsza limitowana kolekcja kosmetyków Wibo. Inspirowana dzikością natury i trendami w manicure czaruje zestawem do przygotowania awangardowego manicure velvetowego. 
Kolekcja Wild Thing to idealne połączenie wielkomiejskiego stylu i dzikiej natury, które łączy w sobie fakturę zwierzęcego futra i kobiecą delikatność jest manicure velvetowy. 
Wybierz jesienną awangardę i otul swój manicure zamszową fakturą."







Na początku byłam pewna że jest to lakier matowy, jednak po pomalowaniu paznokci okazało się, że lakier posiada mikroskopijne drobinki, które widać po dokładnym przyjrzeniu się.
Co do jakości lakieru to pierwszy raz zawiodłam się na firmie Wibo, gdyż lakier przy pierwszej warstwie bardzo kiepsko kryje paznokcie, co w innych seriach tej firmy wcześniej się nie zdarzało. 
Dopiero druga warstwa jako tako kryje paznokcie. Ostatecznie, do idealnego pokrycia paznokci potrzebne są 3 warstwy lakieru.


Lakier jest fajnej konsystencji, nie za gęsty i nie za rzadki. Podczas malowania nie rozlewa się i nie tworzy smug. Po pomalowaniu paznokcie ładnie się błyszczą i nie trzeba używać nabłyszczacza.
Jeżeli chodzi o trwałość lakieru to lakier trzyma się na paznokciach min. 7 dni, pewnie trzymałby się dłużej ale ja po tygodniu zmyłam lakier. Jedynie końcówki były lekko starte

Ogólnie lakier jest fajny, jedynie to krycie przy pierwszej warstwie mnie rozczarowało a ja teraz przy dziecku potrzebuję szybkiego manicuru i tylko jednej warstwy lakieru, bo po prostu nie mam czasu na schnięcie kolejnych warstw.

MOJA OCENA: 5/10


poniedziałek, 26 sierpnia 2013

SOFTER Crazy Colours, nr. 2 - lakier do paznokci

Ostatnio zaczęły podobać mi się paznokcie pomalowane na ciemne kolory - brązy, fiolety, czarne i bordowe. Dlatego zaczęłam powiększać swoją lakierową kolekcję właśnie o takie kolorki. Bardzo chciałam kupić sobie kolor bardzo ciemny fioletowy. Chodziłam po sklepach i nie znalazłam takiego. Parę dni temu byłam w sklepie Intermarche i tam przez przypadek natknęłam się na lakiery, nieznanej mi dotąd firmy Softer (6,99/szt):


Lakiery te przykuły moją uwagę swoją przepiękną paletą barw - istne szaleństwo kolorów, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie. I ja również znalazłam swój jagodowy kolorek, jest to lakier nr. 2:

 
Lakier znajduje się w 9ml. zwykłej buteleczce, z zakrętką koloru lakieru. Lakier posiada dość mały i wąski pędzelek, czego osobiście nie lubię. 
 
 
Jeszcze tego samego dnia zabrałam się za malowanie paznokci i już przy pierwszym paznokciu mój zachwyt nad tymi lakierami zmalał do miniaturowych rozmiarów. Dlaczego? Okazało się, że lakier ten ma bardzo kiepskie krycie - pierwsza warstwa to same smugi i paznokcie nie są ładnie pokryte lakierem. Druga warstwa też w 100% paznokci nie kryje - bardzo wyraźnie to widać gdy patrzymy na paznokcie pod światło słoneczne:


Trzecia warstwa całkowicie pokrywa nasze paznokcie, ale dzięki temu lakier szybko odpryskuje.
Lakier ten jest bardzo kiepskiej jakości, uważam że cena 6,99 za sztukę to cena wygórowana jak za taką jakość. 
Jedyna rzecz jaka ratuje ten lakier to jego kolor, który jest dokładnie taki jaki chciałam mieć. 
Nie wiem jak inne kolorki lakierów Softer się spisują, ale na odcieniu nr. 2 się zawiodłam.
 
raczej NIE POLECAM
MOJA OCENA: 3/10
 
 

poniedziałek, 6 maja 2013

Kolorowy, wiosenny french

Kochani,
za oknem piękna pogoda - słońce, śpiew ptaków, zaczynają kwitnąć kwiaty. Wszystko to natchnęło mnie dziś do stworzenia kolorowego manicuru - french + naklejki kwiatki:

I jak Wam się podoba taki mani?

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

BeBeauty zmywacz do paznokci z Biedronki z olejem kokosowym i gliceryną

Kochani,
dzisiaj chciałabym Wam przedstawić preparat, który każda z nas używa co któryś dzień - zmywacz do paznokci.
Ja kiedyś bardzo długo szukałam takiego zmywacza, który bez problemów i skutecznie usunie z paznokci lakier a nie tylko go rozmaże oraz takiego który nie będzie wysuszał skóry w koło paznokci i nie będzie zostawiał białego nalotu na nich.
Potem w Biedronce natknęłam się na zmywacz Nailty - był on tani i duży (3,99 za 200ml) - okazał się on ideałem, bo łatwo i szybko zmywał kolor z paznokci, dodatkowo pielęgnował skórę w okół no i ślicznie pachniał. Zużyłam jego niejedną buteleczkę, jednak pod koniec tamtego roku zmywacze Nailty zwyczajnie popsuły się a potem je kompletnie wycofano ze sprzedaży. 
Ich zastępcami są zmywacze BeBeauty, do wyboru w dwóch wariantach - różowy (z lanoliną) i zielony (z olejem kokosowym). 
Ja dla siebie wybrałam wariant zielony - z olejem kokosowym i gliceryną:


Niestety ten zmywacz jest i mniejszy i droższy (150ml za 5,99) niż jego poprzednik. Jednak w tym przypadku, mam wrażenie, że tyle płacimy za opakowanie zmywacza, które jak dla mnie jest świetne - solidnie wykonana pompka dozująca odpowiednią ilość płynu. Wystarczy przyłożyć wacik, nacisnąć i już zmywacz mamy na płatku, bez żadnego wyciekania i wylewania się produktu:


Jeżeli chodzi o samo działanie zmywacza, to nie mam mu nic do zarzucenia! Zmywacz bardzo dobrze radzi sobie z lakierami, nawet tymi bardzo ciemnymi i intensywnymi a także z brokatami - wystarczy przyłożyć nasączony wacik do paznokci a potem 2 razy przetrzeć płytkę paznokcia by pozbyć się lakieru:


Dodatkowo zmywacz nie wysusza skóry wokoło paznokci i przyjemnie pachnie. Jest też wydajny - ja swój pierwszy zmywacz BeBeauty kupiłam na przełomie stycznia i lutego br. i właśnie dzisiaj zużyłam go do końca (a paznokcie zmywam i maluję na nowo co ok. 2-3 dni).

Uważam, że jest to bardzo dobry zmywacz do paznokci, który radzi sobie ze wszystkim kolorami i jest on wart polecenia
Mimo, że mój ulubieniec Nailty został wycofany, bardzo się cieszę, że ma on godnego następcę, mimo że jest go mniej i jest droższy. 
W tamtym tygodniu kupiłam kolejną jego buteleczkę, także zmywacz ten na pewno na stałe zagości na mojej półce z lakierami. 

gorąco POLECAM!
MOJA OCENA: 10/10


czwartek, 28 lutego 2013

Pęknięty paznokieć - jak go uratować?

Dziewczyny,
każda z nas nie raz doświadczyła pęknięcia paznokcia w miejscu tak niefortunnym, że ni jak nie można było tego paznokcia obciąć lub spiłować, czyli pęknięcie powstało na łożysku (poniżej linii uśmiechu). Mi niestety przedwczoraj zdarzyło się to samo...
Co wtedy możemy zrobić by uratować paznokcia? 
Możemy wybrać się do manicurzystki by "zakleiła" nam paznokcia metodą fiberglass - czyli by przykleiła nam na pęknięte miejsce włókna jedwabiu. Ja, do stosowania tej metody w swoim salonie, używałam produktów z firmy La Femme:


Metodą fiberglass nie tylko możemy uratować pękniętego paznokcia ale również możemy wzmocnić kruche paznokcie, gdyż paznokieć na który przykleimy włókna jedwabiu w zetknięciu z tzw. Resiną, staje się niezwykle twardy. 
No ale niestety, nie każdy salon kosmetyczny oferuje tę metodę, no i też nie zawsze mamy czas na pójście do kosmetyczki, więc musimy radzić sobie same.
Najpopularniejszą metodą na pęknięcie, jest zwykłe zaklejenie pękniętego miejsca klejem typu Kropelka. Nie jest to jednak mądry wybór, gdyż klej nie służy naszym paznokciom. 
A czy wiecie, że w domu a dokładniej w kuchni, posiadacie idealne "narzędzie" do imitacji metody fiberglass? Jest to zwykła torebka po herbacie!!! Tak, tak... No więc bierzmy się do pracy!

Potrzebne nam będzie:

- base coat lub odżywka;
- sonda, patyczek lub wykałaczka;
- nożyczki;
- pusta torebka po herbacie.

1. Pęknięty paznokieć odtłuszczamy i matowimy lekko pilniczkiem lub bloczkiem:


2. Z torebki herbaty wycinamy odpowiedniej wielkości kawałek, który pokryje nam pęknięcie. Nakładamy warstwę lakieru, i patyczkiem nakładamy na pęknięcie torebkę:


3. Gdy nałożymy torebkę na paznokcia, końce dość dobrze dociskamy, tak by te nie odstawały. Czekamy aż lakier wyschnie. Gdy jest taka potrzeba, możemy lekko przypiłować końce torebki. Paznokcia pokrywamy warstwą odżywki:


4. Torebkę trochę widać, więc ja zawsze pokrywam paznokcie kolorowym lakierem:


5. Czynność powtarzamy zgodnie z potrzebą - ja robię to co 2 dni. I tak do czasu aż paznokieć nam odrośnie do takiego miejsca, że bez problemu będziemy mogły go obciąć.

Dzisiaj, robiąc pranie, mój paznokieć na palcu serdecznym również pękł, ale to tak, że jeszcze nigdy, ale to nigdy żaden z paznokci mi nie pękł! Nie zrobiłam zdjęcia bo uznałam, że jest to dość makabryczny widok. Paznokieć pękł mi prawie w połowie długości łożyska. Na dodatek na 3/4 szerokości (tak jak pokazuje czerwona linia):


Wyobraźcie sobie co musiałam zrobić, jak się namęczyć i nacierpieć by obciąć niepękniętą część paznokcia!!! Po tej "operacji" byłam cała spocona a ból był nie do zniesienia. Widok też nie był przyjemny, nawet nie chcę opisywać jak to wyglądało. 
Od razy zakleiłam paznokieć plastrem i teraz muszę czekać aż odrośnie. Najgorsze jest to, że to bardzo boli i ciągle czuję w palcu pulsowanie... :( 
Oczywiście od razu skróciłam i to dość sporo moje piękne i długie paznokcie, których było mi nieziemsko żal, ale stwierdziłam, że jeżeli jeszcze jakiś paznokieć mi pęknie, to chyba się załamię psychicznie! 


Może jak paznokieć ciut odrośnie i widok będzie w miarę normalny, to zrobię Wam zdjęcie mojego paluszka :(





sobota, 23 lutego 2013

French w kolorach brązu

Kochani,
dzisiaj chciałabym pokazać Wam nietypowy jak dla mnie manicure jaki zrobiłam sobie na ten weekend. Dlaczego nietypowy? Bo ja nie maluję swoich paznokci w odcieniach brązu a dodatkowo nie jest to standardowy, okrągły french. 


A żeby nie było zbyt nudno, na paznokcie nakleiłam urocze kwiatki:


Ogólny efekt bardzo mi się podoba i dzięki temu manicure trochę bardziej przekonałam się do brązów. A jak Wam się podoba mój pomysł na weekendowe pazurki?





poniedziałek, 7 stycznia 2013

Manicure w zaciszu własnego domu

Witajcie po pierwszym weekendzie w nowym roku.
Dość sporo piszę o lakierach czy też o zdobieniu paznokci (moje przykładowe prace http://arkanaurody.blogspot.com/2012/06/moje-pazurkowe-pomysy.html), jednak ani razu nie pokazałam Wam, jak dbam o swoje paznokcie.
Na manicure nie chodzę do kosmetyczki, ale wykonuję go sama, w zaciszu własnego domu. I dzisiaj chciałabym Wam pokazać jak ja wykonuję sobie klasyczny manicure, mimo że odkrywcza raczej nie będę :)
Może najpierw zacznę od historii moich paznokci.
Od małego, zawsze obgryzałam paznokcie i przez to zawsze miałam malusieńką płytkę. Gdy ładnych parę lat temu postanowiłam skończyć z obgryzaniem i stwierdziłam, że młoda kobieta nie może mieć ogryzków, moje paznokcie były miękkie, łamały się i miałam problem z ich zapuszczeniem. Postanowiłam nakładać tipsy. Początkowo chodziłam do kosmetyczki a potem, z racji posiadania swojego salonu, sama sobie je robiłam. Przeważnie był to klasyczny french ze zdobieniem. Potem, na naturalną płytkę kładłam żel lub akryl, ale to jak wiadomo nie sprzyja płytce. Ale około rok temu, postanowiłam na naturalność. Odkryłam dobrze wszystkim znaną odżywkę firmy Eveline (recenzja http://arkanaurody.blogspot.com/2012/06/diamentowa-odzywka-eveline.html), która pomogła mi zapuścić paznokcie i dzięki której do tej pory mam twarde a co najważniejsze, długie paznokcie.

Oto jakiego "sprzętu" i jakich kosmetyków używam do mojego manicuru:


Swój manicure zawsze zaczynam od piłowania paznokci i do tego używam popularnego i najtańszego pilnika papierowego - są to pilniki które spotkacie w każdym salonie kosmetycznym. Skąd nazwa "pilniki papierowe"? Stąd, że warstwa na plastikowej płytce to papier, do którego przyklejone są różnego rodzaju opiłki, którymi piłujemy paznokcie. Są to pilniki odpowiednie dla naturalnej płytki jak również do obróbki paznokci sztucznych, czyli tipsów - wszystko zależny od ziarnistości pilników, która zaczyna się od 80 a kończy nawet na 400!
Ale co to jest właściwie ta ziarnistość?
Jest to liczba przyklejonych ziarenek opiłków na 1 cm kwadratowym pilnika - czyli im więcej ziarenek tym pilnik jest delikatniejszy.
Ja używam pilnika o ziarnistości 180/240 - oznacza to, że na jednej stronie pilnika mam 180 ziarenek/1cm kw, a na drugiej stronie 240 ziarenek/1cm kw - moim zdaniem jest to idealny pilniczek do paznokci naturalnych:


Ja swoje paznokcie od zawsze piłowałam na "okrągło", ale ostatnio postanowiłam zrobić sobie kształt kwadratowy. Niestety podczas Sylwestrowej zabawy jeden z paznokci bardzo niefortunnie mi pękł - bo około 2 milimetry poniżej lini uśmiechu, czyli na łożysku, po którym przesuwa się rosnący paznokieć. Niestety paznokcia nie dało się uratować, więc musiałam go bardzo mocno spiłować, co strasznie bolało.


A że paznokcie miałam długie, to cała reszta wyglądała głupio w porównaniu z jednym małym inwalidą. Musiałam je skrócić. By nie bawić się w tak długie piłowanie, paznokcie najpierw skróciłam gilotynką - przyrząd do skracania tipsów - a potem nadałam im ładny kształt i opiłowałam boki pilnikiem papierowym.

Potem matowię bloczkiem paznokcie, po to by usunąć narośnięte na paznokciu, po bokach skórki oraz by wyrównać ich powierzchnię. Dodatkowo na zmatowionych paznokciach lakier trzyma się znacznie dłużej.
No właśnie a co z usuwaniem skórek? Ja nigdy nie wycinam skórek, jedynie przesuwam je. Idealnym momentem do tego jest czas po kąpieli, kiedy mamy namoknięte skórki. Biorę wtedy ręcznik i nim przesuwam skórki. Wam też polecam ten sposób!


Po piłowaniu i zmatowieniu, czas na odżywkę. Ja od paru lat, nieustannie stosuję diamentową odżywkę firmy Eveline. Na początku stosowałam ją tak jak każe producent - codziennie warstwa przez 3 dni. Po 3 dniach zmywamy i od nowa malujemy codziennie po jednej warstwie. Potem, gdy moje paznokcie zrobiły się rzeczywiście bardzo twarde, odżywkę stosowałam i stosuję do tej pory jako base coat pod lakier kolorowy:


Gdy odżywka wyschnie, zabieram się za peeling rąk. Wcześniej używałam zwykłego gruboziarnistego peelingu jaki używałam do ciała, ale parę miesięcy temu odkryłam cukrowy peeling do rąk z Perfecty i od tej pory jest to mój ulubieniec. Peeling ten, to połączenie cukru z wazeliną i drobinkami orzecha. Cudnie pachnie, rewelacyjnie wygładza skórę rąk a do tego jest słodki :) Teraz, w okresie zimowym peeling wykonuję 2 razy w tygodniu:


Potem czas na krem. U mnie kremy to temat rzeka. Mogłabym je mieć w każdej torebce, w każdym zakamarku domu, po prostu wszędzie! Ograniczyłam się jednak do kremu w łazience, ubikacji, stoliku nocnym i w torebce. Moimi ulubieńcami na dzień dzisiejszy to krem z zieloną herbatą od firmy Silcare. Stoi sobie na półce w ubikacji i za każdym razem po umyciu rąk, wyciskam sobie krem na ręce (posiada pompkę - rewelacyjna sprawa). Krem bardzo delikatnie pachnie, ma fajną, zwartą konsystencję, dość szybko się wchłania i na długie godziny pozostawia nawilżone i gładkie dłonie:


Kremem, który noszę ze sobą w torebce to eliksir do rąk i paznokci od firmy Eveline. Krem przepięknie pachnie, szybko się wchłania, dobrze nawilża i ładnie wygładza. Konsystencja kremu jest lekka. Tani a dobry krem, godny polecenia:


Ostatnim krokiem, który wykonuję podczas manicuru to wsmarowanie w skórki oliwki. Ja używam do tego ślicznie pachnącej, waniliowo-brzoskwiniowej oliwki z firmy Activ. Oliwka posiada pipetkę, którą idealnie aplikuje się ją na skórki. Oczywiście możemy użyć do tego też zwykłej oliwy z oliwek, a najlepiej gdy ją troszkę podgrzejemy i zanurzymy w niej dłonie.


I tak oto wygląda manicure, który wykonuję w domu. Dłonie są wypielęgnowane, delikatne i gładkie.


Po wszystkich tych krokach, gdy oliwka dobrze się wchłonie zabieram się za malowanie paznokci kolorowym lakierem.
Panom również polecam wykonanie manicuru. Teraz w obecnych czasach to nic nadzwyczajnego, że mężczyźni chodzą do manikiurzystek czy też sami dbają o ręce. W końcu nie od dzisiaj wiadomo, że dłonie to wizytówka człowieka.
Pozdrawiam gorąco!
 

piątek, 28 września 2012

Klasyczny french + naklejki

Witajcie kochane,
po tym jak na moich paznokciach ostatnio gościły matowe, kolorowe lakiery, teraz postawiłam na klasykę i zrobiłam sobie manicure francuski. A żeby nie było nudno to na linię uśmiechu przykleiłam czarne naklejki. Efekt bardzo mi się podoba, więc od razu postanowiłam Wam go pokazać.

Co potrzebujemy?

 WYKONANIE:
Bloczkiem matowimy końcówki paznokci po to by lakier lepiej się na nich trzymał i zbyt szybko nie odprysł.
Białym lakierem malujemy końcówki (ja pomagam sobie płaskiem pędzelkiem do żelu nr. 6 i zmywaczem do paznokci), czekamy aż wyschnie.
Bierzemy naklejki i pęsetą odklejamy je od kartonika i precyzyjnie przyklejamy na linię uśmiechu - jeżeli nawet linię uśmiechu zrobicie krzywą to i tak naklejki wszystko przysłonią :)
Porządnie dociskamy rogi naklejek, tak byśmy potem nie haczyły nimi.
Na koniec malujemy paznokcie Top Coatem, ja dla mocniejszych paznokci pomalowałam je diamentową odżywką do paznokci. I gotowe.
Prosty sposób na mega eleganckie pazurki, które możecie pomalować w domu a nie wydawać pieniądze na kosmetyczki.
Oto efekt końcowy:









sobota, 25 sierpnia 2012

Pazurki - kolorowe kropki na białym frenchu

Dziś sobota, czas leniuchowania. Więc zamiast zrywać się bladym świtem z łóżka, przytargałam do niego lakiery i pod cieplutką kołderką powstawał biały french a na nim kolorowe kropeczki. Oto co z tego wyszło:


Jakie to słodkie!
Jak to zrobiłam? Bardzo prosto! 
Białym lakierem zrobiłam frencha, poczekałam aż przeschnie. Lakierami i sondą ...


... na 2 palce w ręki, zaczęłam nakładać na paznokcie mniejsze i większe kolorowe kropeczki. Poczekałam aż wyschnie i na koniec pomalowałam pazurki nabłyszczaczem i voila!

sobota, 30 czerwca 2012