Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciąża i Poród. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciąża i Poród. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 maja 2013

Mój poród - jak to było?

Kochani,
w ostatnim poście przedstawiłam Wam moją córeczkę i obiecałam post opisujący mój poród, dlatego jeżeli ktoś jest o słabszych nerwach lub nie lubi czytać o takich rzeczach, to proponuję opuścić ten wpis.

   Tak jak już pisałam w poście o kosmetykach dla noworodka (http://arkanaurody.blogspot.com/2013/05/kosmetyki-dla-noworodka.html), 8 maja (środa) pojechałam ze skierowaniem do szpitala oddalonego od Zielonej Góry o ok. 20 km. Wybrałam ten szpital gdyż był on placówką małą, a nie tak wielkim kołchozem jak szpital w moim mieście. Dodatkowo 2 lata temu przeszedł generalny remont, było w nim przyjemnie a nie tak typowo "szpitalnie", sale były 2 osobowe, szpital posiadał nowy sprzęt, wśród kobiet rodzących już w tym szpitalu wędrowała o nim dobra opinia, no i mój ginekolog pracował w tym właśnie szpitalu, ale to akurat nie miało znaczenia, bo akurat jak ja przebywałam w szpitalu to mój lekarz nie miał dyżuru.
   Do szpitala trafiłam o godz. 7:30, a na izbę przyjęć weszłam o 8:00. Cała papirologia związana z przyjęciem na oddział trwała ok. 40 min.
   Potem zaprowadzono mnie na 40 minutowe KTG (jest to monitorowanie akcji serca płodu wraz z jednoczasowym zapisem czynności skurczowej mięśnia macicy). Najgorsze było to, że to badanie zrobiono mi na sali porodowej a obok, na innej sali w tym samym czasie rodziła dziewczyna, która tak się przeraźliwie darła i jęczała, że ja w pewnym momencie taka byłam przestraszona swojego porodu, że prawie się popłakałam, ale zaczęłam myśleć o czymś innym i jakoś przetrwałam ten zapis...
   Potem poszłam na badanie ginekologiczne, na którym stwierdzono, że mam jeszcze małe rozwarcie, jednak moja szyjka macicy jest bardzo miękka. Odesłano mnie pod gabinet gdzie miało mi być wykonane USG. Na korytarzu czekałam ok. 30 min bo przede mną były inne kobiety. Na badaniu też nie wyszło nic co wskazywało by na to bym miała rodzić, jednak Pani doktor stwierdziła, że nie można mnie odesłać do domu i zostawią mnie w szpitalu. Potem znów ok. 30 min czekałam na przydzielenie sali, doczekałam się... pokój dzieliłam z dziewczyną, która w niedzielę urodziła synka. Kiedy już się rozpakowałam i rozsiadłam w łóżku, ok. 13:00 przyszedł obiad - mi należała się tylko zupa - mega szpitalna i mało sycąca :( zresztą jak się później okazało, całe jedzenie było takie.
   Ok. godz. 15:00 zabrano mnie na kolejne KTG wraz z podaniem dawki testowej oksytocyny (zapoczątkowanie lub wzmocnienie skurczów macicy w celu przyspieszenia porodu) tak by było wiadomo jak zachowuje się dziecko podczas skurczów. Trwało to godzinę. Po ok. 10 minutach od rozpoczęcia zapisu zaczęły się lekkie skurcze. I tak do końca zapisu. Zapis okazał się dobry. Wróciłam do pokoju. Potem przyjechał mój mąż z zapasami jedzenia, bo stwierdziłam, że na szpitalnym jedzonku to ja daleko nie zajdę :) Skurcze dalej się pojawiały ale w coraz to dłuższych odstępach czasowych, jednak były coraz mocniejsze, ale pod wieczór całkiem ustąpiły. Ok. 21:00 poszłam spać, ale budziłam się co chwilę, gdyż moja współlokatorka tak głośno chrapała, że ja nie mogłam porządnie zasnąć.
   I tak do godz. 2:00 w nocy. Wtedy to dostałam pierwszy mocny skurcz. Najpierw pojawiały się co 20 min., od godz. 3:20 co 10 min, a ok. godz. 5:00 nad ranem to miałam je co chwilę. Ok. godz. 7:00 przyszła pielęgniarka zmierzyć mi temperaturę ale gdy mnie zobaczyła, zapytała się mnie co mi jest, więc ja jej odpowiedziałam, że mam skurcze, a ta pobiegła po położną, która kazała mi iść na KTG. Na zapisie wyszło, że mam już regularne skurcze porodowe, które bolały jak nie wiem co. Kazano mi iść do drugiego gabinetu na badanie ginekologiczne, ledwo na nie doszłam bo w tym czasie miałam skurcze. Potem ledwo wgramoliłam się na fotel a już zejść z niego nie mogłam, tylko mnie z niego ściągano. Ale na badaniu okazało się, że rozwarcie nadal jest niewielkie, ale kazały mi zabrać z pokoju potrzebne mi rzeczy i wrócić już na salę porodową. W tym czasie zadzwoniłam do śpiącego jeszcze męża z tekstem "RODZĘ!". Poszłam po swoje rzeczy i wróciłam na salę.
Okazało się, że nikogo z personelu tam nie było. Nie wiedziałam czy mogę wejść na salę i w ogóle to na którą salę mam iść. W tym czasie moje skurcze były tak silne, że ledwo utrzymywałam się na nogach, do tego robiło mi się tak niedobrze, że myślałam że zarzygam całą poczekalnię. Po ok. 10 min. pojawił się mój mąż, byłam zdumiona że jest tak szybko. Okazało się, że jechał 200km/h! Czubek!!! Widziałam na jego twarzy lekkie przerażenie. Potem przyszła jeszcze jedna dziewczyna do porodu i tak we dwie spacerowałyśmy sobie ze skurczami po poczekalni. Potem przyszła położna i zdziwiona była, że nie wybrałyśmy sobie sal porodowych i że jeszcze nie leżymy na nich... lol!
   Gdy weszłam na swoją salę, podłączono mnie na chwilę do KTG, potem kazano chodzić, w czasie skurczy szybko oddychać i być rozluźnioną, łatwo powiedzieć. Położna okazała się bardzo niemiłą osobą. Zdziwiona była, że nie chodziłam do szkoły rodzenia, dodatkowo zadawała mi tak głupie pytanie, że myślałam że ma mnie za niedorozwiniętą: "Czy wie Pani co to w ogóle poród?, Czy wie Pani jakie musi być rozwarcie by zaczęła się akcja porodowa?..." Miałam ochotę jej wykrzyknąć "Nie ku.wa nie wiem, żyjemy w średniowieczu a ja jestem niedouczona", ale tylko przemilczałam jej pytania, bo też nie miałam siły na nie odpowiadać. Cały czas trzymałam się barierek przy ścianie. Moje skurcze tak przybierały na sile, że prawie zwalały mnie z nóg, dobrze że były drabinki i mój mąż, to jakoś się utrzymywałam na nogach. Byłam już tak zmęczona, że ledwo patrzyłam na oczy i nawet nie odpowiadałam na pytania. Dodatkowo było mi strasznie zimno, a co jakiś czas zalewałam sie potem.
   W pewnym momencie poczułam silną potrzebę pójścia do toalety. Położna powiedziała, że to dziecko już jest tak nisko, że naciska na jelito grube i pęcherz. Przesiedziałam w ubikacji z 15 min. Dzięki Bogu zanim z niej wyszłam udało mi się jeszcze się umyć.
   I znowu kazano mi iść do drugiego gabinetu na badanie ginekologiczne, myślałam że to jakieś żarty, że każą w takim stanie iść na fotel, ale zebrałam się w sobie i poszłam. Okazało się, że w przeciągu może 40 min. od ostatniego badania moje rozwarcie było już całkowite. Wróciłam na salę porodową i kazano mi się już położyć na łóżko. Przyszła lekarka przebiła mi pęcherz płodowy. Poczułam przyjemne ciepło. Potem zaczęła się akcja z położną - uparcie chciała bym podczas parcia złapała się za spód ud i bym parła tyle czasu ile ona chciała, a ja nie byłam w stanie tyle przeć. Ciągle coś do mnie mówiła i to z pretensjami. Ja byłam już tak wkur..ona, że miałam jej dość. W końcu ona stwierdziła, że skurcze ustępują i że będzie trzeba mi dać kroplówkę na wywołanie. Zakryła mnie prześcieradłem i sobie poszła. Zostaliśmy z mężem w sali sami. Przez chwilę skurcze rzeczywiście zelżały, aby potem wrócić ze zdwojoną siłą. Podczas skurczy mocno parłam. W pewnym momencie poczułam, że główka dziecka jest już blisko wyjścia bo czułam bardzo mocne rozwieranie mojego wejścia do pochwy. Nawet mężowi powiedziałam "Czuję ją już blisko, bo mi się c.pa rozrywa...". W tym momencie do pokoju weszła inna położna. Gdy odkryła prześcieradło, przeraziła się. Zaczęła krzyczeć, że to już, że nic nie jest przyszykowane i pytała się gdzie tamta położna, potem usłyszałam "Tak najlepiej sobie kur.a pójść i zostawić wszystko!". Przybiegła inna lekarka i szybko przygotowały wszystkie niezbędne narzędzia i sprzęty do porodu. Widziałam jak ta położna była przerażona, uwijała się jak w ukropie. Dawała mi instrukcje kiedy mam przeć i oddychać a kiedy nie. Wszystko trwało parę minut. Widziałam tylko w akcji nożyce którymi mi przecięto krocze, a potem zobaczyłam w górze pupę mojej córki :) potem usłyszałam jak krzyczy. Położono mi ją na piersi. Mąż przeciął pępowinę. Lenkę zabrano do badania. Popłakałam się...
   Podano mi małą dawkę oksytocyny by skurcze wywołały urodzenie łożyska - było to całkiem przyjemne uczucie bo łożysko było ciepłe i miękkie. Potem przyszedł lekarz by mnie zszyć. Trwało to ok. 15 min i raczej nie było to doznanie przyjemne mimo, że wstrzyknięto mi znieczulenie. Czułam wycieranie wacikami i jak lekarz pociąga nitką. Potem podano mi córkę i tak leżałyśmy na sali porodowej 2 godziny. Próbowałam podać Lenie pierś ale nie chciała za bardzo jeść. W tym czasie mój mąż musiał wrócić do pracy.
   Po 2 godz. przyszła ta położna, która wcześniej mnie zostawiła i była dla mnie taka miła, aż za bardzo... Na wózku inwalidzkim przewiozła nas do naszej sali. Mojej współlokatorki już nie było, ale okazało się że dziewczyna, która ze mną przyszła do porodu, 10 minut po mnie też urodziła córeczkę i to razem będziemy leżały w sali. I tak oto zostałam z Lenką sam na sam. Tego dnia ona właściwie tylko spała, nie jadła, nie marudziła. Odpoczywała po porodzie. Co jakiś czas przychodziły wizytacje różnych lekarzy i pielęgniarek, raz do mnie raz do Leny. A raz czy dwa zabrano Lenę na jakieś ważniejsze badania. W końcu przyszedł czas na pierwsze przewinięcie Leny - nawet nie wyobrażacie sobie jak trzęsły mi się ręce i jaka byłam po całej akcji z pieluszką spocona :)
   Po południu przyjechał mąż wraz z nowo upieczonymi babciami - wyobraźcie sobie co to było :) Potem pojechali a ja mogłam cieszyć oko swoją córką, która była i jest taka ładna, najpiękniejsza i najwspanialsza (teraz wiem, że dla każdej matki jej własne dziecko jest tym naj...). Noc minęła nam spokojnie, jedynie ja budziłam się co chwilę ze stykami czy ona oddycha, czy jej wygodnie, czy jej nie za zimno.
   Cały piątek minął w jako takim spokoju. Niestety miałam problemy z karmieniem piersią. Lena nie chciała łapać brodawki i tylko porobiła mi krwiaki. Pielęgniarki przychodziły i maltretując moje piersi zmuszały Lenę do ssania. Ona się wydzierała a ja się strasznie denerwowałam. Potem z tych nerwów pokarm mi całkiem zniknął. Byłam bezradna i obwiniałam się, że zamiast karmić mlekiem z piersi gdzie jest to co najlepsze, to ładuję w Lenę pokarm z butelki. Z nerwów tylko płakałam i nie mogłam się uspokoić.
   W sobotę ok. godz. 13:00 w asyście taty opuściłyśmy szpital. W końcu do domu! Ale miałam obawy czy bez tych wszystkich położnych i pielęgniarek poradzę sobie. No bo skąd będę wiedziała jak zareagować na daną sytuację? Ale teraz już wiem co to instynkt macierzyński.

  Jednak dalej martwiło mnie to karmienie piersią a raczej jego brak. Wkurzało mnie to, że wszyscy w około mówili, że muszę zacząć karmić piersią bo to dobrze dla małej, wygodniej i oszczędniej. A ja się tylko wkurzałam... Kupiłam sobie herbatkę laktacyjną i piłam ją jak przykazano - 4 x dziennie. Poprosiłam też męża by zajął się moimi piersiami i by zaczął próbować mi je ssać tak jak to robi dziecko. Miał w końcu lepsze "zaciągnięcie się" niż Lena i miałam nadzieję, że wyciągnie mi pokarm. Pół soboty nic, w niedzielę też nic, ale próbował nadal. W niedzielę wieczorem moje piersi mocno się powiększyły i zrobiły się bardzo twarde, w nocy nie mogłam spać na bokach bo tak mnie bolały piersi. W poniedziałek w końcu pojawił mi się pokarm! :) Byłam szczęśliwa na maxa. Jednak Lenka nadal miała problem z ssaniem moich brodawek, ale miałam kupione specjalne nakładki na sutki i jak dotąd radzi sobie z saniem doskonale!
   Ogólnie po porodzie czułam się dobrze, normalne że szwy mnie bolały i musiałam siedzieć pokrzywiona, na jednym pośladku, ale najgorsze było to, że coś mi wlazło w dolną część pleców, nie wiem czy to korzonki czy rwa kulszowa, ale dziadostwo siedzi tam do dziś i za nic nie chce wyjść. Mam problem z poruszaniem się, chodzę jak inwalidka. Czuję się jak wrak człowieka. Boli to bardzo. Czasami aż muszę wziąć przeciwbólowy Ketonal, który przypisali mi w szpitalu, no ale nie mogę ciągle truć Leny. Chciałam się nawet zapisać na masaże kręgosłupa ale okazało się, że po porodzie nie można masować dolnej części pleców przez min. 6 tygodni :( Także cierpię nadal...
   Dzięki temu, że karmię piersią moja macica się szybko skurczyła i po tygodniu od porodu mój brzuch wyglądał tak:


Niestety nie zrobiłam sobie zdjęcia jak teraz wygląda mój brzuch, ale nadrobię to. Dzisiaj się ważyłam i ku mojemu zaskoczeniu ważę tyle ile przed ciążą :) Czyli w 18 dni zgubiłam troszkę ponad 12kg. Oczywiście mam zamiar nadal zrzucać kilogramy i chciałabym dojść do wagi 75kg. Jak mi się to uda to będę w 7 niebie.

  No i tak wyglądał mój poród. Ogólnie na szpital i na personel nie mogę narzekać, oczywiście pomijając ten incydent z wredną położną.
   Do tej pory wspominam ten ból ale gdy patrzę na Lenkę to od razu o nim zapominam, za to bardzo często płaczę - to ze szczęścia i z miłości do tej malutkiej kruszynki. Gdyby mi ktoś ponad 2 tyg. temu powiedział, że ja tak bardzo będę ją kochać i tak na nią reagować, w życiu bym w to nie uwierzyła. Oczywiście w ciąży już ją kochałam ale teraz to zupełnie inna miłość. Pewnie dla niektórych z Was, co nie maja dzieci, może to co piszę wydać się dziwne ale na pewno te z Was, które mają już dzieci wiedzą o czym piszę.
Zauważyłam też, że mój mąż się zmienił. Nie wiem jak to opisać słowami, ale po prostu się zmienił. Gdy zajmuje się Leną to jest to dla mnie najcudowniejszy widok. Uwielbiam na nich patrzeć.
   Lena ma dziś 18 dni i ciągle się zmienia. Codziennie inaczej się zachowuje, inaczej reaguje na różne rzeczy, na nas. Już zaczyna wodzić za nami oczami, słuchać nas, chwytać za palce i zaczyna wydawać z siebie różne dźwięki - położna mówi że ćwiczy struny głosowe i to jest takie jej "gaworzenie". Uwielbiam na nią patrzeć, robi takie śmieszne miny i patrzy na mnie tymi swoimi wielkimi oczami! Moja córka - ponad 3 kg czystej miłości!!!

piątek, 17 maja 2013

Poznajcie Lenę...

Moi drodzy,
chciałabym poinformować Was, że w czwartek 09.05.2013 o godzinie 10:30 na świat przyszła moja mała córeczka - Lenka - waga 3030, wzrost 53cm:


Na razie powiem Wam tylko tyle, że były to niesamowicie ciężkie ale za to najcudowniejsze chwile jak dotąd w moim życiu!!!

Niedługo zbiorę się do napisania posta na temat porodu, także do następnego kochani :*

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Pielęgnacja ciała w ciąży

Kochani,
właśnie zaczynam 37 tydzień ciąży i dopiero teraz postanowiłam napisać posta na temat pielęgnacji ciała w okresie ciąży, gdyż właściwie całą ciążę mam już praktycznie za sobą i spokojnie mogę Wam napisać jakich kosmetyków w ciąży powinnyśmy używać i na jakie części ciała powinnyśmy zwracać szczególną uwagę.

Każda z nas wie, że podczas ciąży nasze ciało się zmienia i to niestety raczej nie na naszą korzyść i nie tak jak byśmy sobie tego życzyły - zaokrąglenia, przesuszenie skóry, rozstępy...! Zadajemy sobie pytanie "jak temu zapobiec?". Ja też je sobie zadałam już na samym początku ciąży i dlatego od razu zabrałam się za solidną pielęgnację swojego ciała, tak by potem nie być rozczarowaną. 
Szybko jednak przekonałam się, że jeżeli i tak ma coś się z naszą skórą stać, bo takie mamy uwarunkowania genetyczne i dane skłonności, to nawet jak byśmy cały czas moczyły się w olejkach, lały na siebie litry balsamów to i tak będziemy miały np. suchą skórę czy rozstępy. W moim przypadku tak właśnie było... :(



Gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży już w pierwszym miesiącu zaczęłam stosować balsam na rozstępy z firmy Bielenda (link do posta http://arkanaurody.blogspot.com/2012/09/sexy-mama.html).
Jednak niestety miałam wrażenie, że nie jest wystarczająco nawilżający i natłuszczający. Ot zwykły balsam. Zużyłam go i ponownie nie kupiłam. 

Długo szukałam w necie informacji o skutecznych produktach pielęgnacyjnych dla kobiet w ciąży, aż w końcu postawiłam na amerykańską firmę Palmer's dostępną wyłącznie w aptekach:


Jako, że na początku ciąży moje piersi z rozmiaru B w miesiąc powiększyły się do rozmiaru D (uwierzcie, że to było okropne uczucie! Takiego bólu piersi nigdy przedtem nie doświadczyłam), gdy tylko poczułam, że się powiększają i dojrzałam na nich miniaturowe rozstępy, pognałam szybko do apteki i od razu kupiłam skoncentrowany krem na rozstępy od Palmer'sa (cena ok 35zł/125g) (link do posta http://arkanaurody.blogspot.com/2012/10/palmers-dermokosmetyki-dla-kobiet-w.html). 
Niestety mimo, że smarowałam sobie nim piersi regularnie, rano i wieczorem a balsam rewelacyjnie natłuszczał skórę, to nie uchroniło mnie to przed pojawieniem się na piersiach brzydkich, bordowych rozstępów :( Krem zużyłam do końca, okazał się bardzo wydajny bo miałam go na prawdę długo, ok. 4 miesięcy
W tym samym czasie swój mały brzuch smarowałam olejkiem do masażu z Alterry (papaja i migdał) (cena ok. 13zł/100ml). Czytałam, że olej z migdałów jest rewelacyjny, ale niestety w żadnej aptece go nie znalazłam więc kupiłam właśnie olejek z Alterry, który dobrze natłuszczał skórę

Potem, w około 5tym miesiącu ciąży te dwa kosmyki pokończyły się. Oprócz rozstępów na piersiach, nie miałam ich w innym miejscu. Stwierdziłam, że teraz kupię sobie pielęgnacyjny balsam przeciw rozstępom Palmers'a (cena ok 32zł/250ml), który miał dobrze natłuszcać skórę a na dodatek wybielić już istniejące rozstępy, w co raczej mało wierzyłam:


Balsam miał bardzo gęstą konsystencję, przepiękny kakaowo-czekoladowy zapach i był koloru białego. Na początku smarowałam nim i piersi i brzuch, ale po jakimś czasie stwierdziłam, że jest on za "delikatny" jeżeli chodzi o nawilżenie i natłuszczenie skóry brzucha, bo balsam szybko się wchłaniał i po jakimś czasie od wsmarowania go w brzuch nie czułam, że czymś się wysmarowałam. Niby to dobrze, ale mogło to doprowadzić do tego, że na brzuchu zaczną pojawiać się rozstępy, bo miałam za mało natłuszczoną skórę. 
Za to na piersi ten balsam okazał się idealny - bardzo dobrze natłuszczał skórę. Jak posmarowałam się nim rano to jeszcze wieczorem było czuć, że moje piersi są lepkie od balsamu. Stosowałam go codziennie, rano i wieczorem i już w ok. 8 miesiącu ciąży zauważyłam, że moje rozstępy na piersiach są coraz bledsze! Niedawno balsam ten skończył mi się i teraz kupiłam inny, ale o nim później.

Kiedy stwierdziłam, że balsam jest za słaby na skórę brzucha, poszłam do apteki by farmaceutki doradziły mi co mam stosować na mój coraz to większy brzuszek. 
Oczywiście Panie w aptece polecały mi przeróżne olejki za pokaźne sumki! W końcu w internecie przeczytałam, że najlepszym nawilżaczem i natłuszczaczem będzie zwykła oliwka dla dzieci. Poszłam więc do Rossmanna i kupiłam oliwkę w żelu J&J (cena ok. 10zł/200ml):


Oliwka ma bardzo gęstą konsystencję i ładnie pachnie. Bardzo dobrze natłuszczała skórę brzucha i ciągle czułam, że mam ją tłustą. Oliwkę stosowałam 2 razy dziennie. Niestety oliwka "brudziła" i ubrania i piżamę. Ale dzięki niej nie czułam ciągłego swędzenia skóry. 

Potem, jakiś miesiąc temu, mimo że cały czas smarowałam się oliwką coraz częściej brzuch zaczynał mnie mocno swędzieć. Postanowiłam, że jednak kupię te olejkowe specyfiki, które tak polecały mi farmaceutki, bo w końcu oprócz tego, że miały w sobie natłuszczasz, posiadały też różne witaminy, elastynę, itd. Znów postawiłam na firmę Palmer's i kupiłam kojącą oliwkę dla kobiet w ciąży (cena ok. 35zł/150ml):

Oliwka ta umieszczona jest w buteleczce z pompką, co ułatwia nam jej aplikację, bo produkt jest bardzo lejący, a tak wystarczy spryskać brzuch oliwką a potem ją wsmarować. Oliwka, zresztą jak wszystkie produkty dla kobiet w ciąży od firmy Palmer's ślicznie pachnie, bardzo dobrze nawilża i natłuszcza skórę brzucha. Jestem w 9 miesiącu ciąży i odpukać, rozstępów na brzuchu nie mam.
Oliwkę tę stosuję od miesiąca i mogę powiedzieć, że rzeczywiście koi swędzącą skórę. Jest też wydajna - po miesiącu stosowania jej rano i wieczorem a czasami nawet częściej kiedy czuję, że brzuch zaczyna mnie mocno swędzieć, zużyłam jej połowę. Także do końca ciąży raczej mi starczy.

Kiedy balsam przeciw rozstępom, którym smarowałam biust mi się skończył, postanowiłam kupić inny produkt ale również z Palmers'a. Stwierdziłam, że raczej nic złego z moim biustem stać się już nie może, więc mój wybór padł na nawilżający balsam do ciała (cena ok. 27zł/400ml):


Balsam, podobnie jak jego kolega, ma bardzo gęstą konsystencję, jest koloru żółtego i ku mojemu rozczarowaniu nie pachnie tak ładnie jak inne produkty Palmers'a, które używałam. Też pachnie kakaowo-czekoladowo ale tak jakoś intensywnie, sztucznie. Ale przymykam na to oko, bo balsam dobrze nawilża i natłuszcza skórę biustu. Jest go aż 400ml, więc na pewno starczy mi na dłłłuuuuuggoooo... i jeszcze po ciąży będę się nim smarować. 

I tak oto w ciąży wygląda moja pielęgnacja biustu i brzucha. Ale niestety okres ciąży to nie tylko skupienie się na tych 2ch częściach ciała. 

U mnie od ok. 1,5 m-ca zmorą są rozstępy po zewnętrznej stronie ud, której nie poświęcałam praktycznie żadnej uwagi i niestety teraz mam tego konsekwencje w postaci sporej ilości bordowych pręg po obu stronach.

Jak zwykle w necie znalazłam informację, że na istniejące już rozstępy dobre są kremy z masą perłową i tak oto kupiłam krem Evolet firmy L'biotica o którym jest osobny post (http://arkanaurody.blogspot.com/2013/03/lbiotica-evolet-krem-na-rozstepy-i.html).

Krem ten stosuję już regularnie od 1,5 miesiąca, tydzień temu otworzyłam 2gi słoiczek kremu i stwierdzam, że żadnej różnicy w kolorze rozstępów nie ma, a mam nawet wrażenie, że w przeciągu tego czasu pojawiły się nowe pręgi :( Czytałam w internecie, że efekt widoczny jest po ok. 3 miesiącach stosowania kremu. Zobaczymy jak to będzie. Jeżeli okaże się, że krem nic nie pomógł, to kupię specjalistyczny olejek na rozstępy, który w niejednej aptece został mi już polecony - BioOil.  
Firma Palmer's też ma w swojej ofercie specjalne serum na rozstępy w postaci olejku. Pożyjemy, zobaczymy...

Ostatnim produktem, który używam jest kasztanowy żel do nóg od firmy Ziaja (cena ok 9zł/100ml). Z racji tego, że od ok. 3-4 tygodni zaczęły puchnąć mi palce u rąk, moje stopy wyglądają jak u Hobbita, a kostek praktycznie nie widać, postanowiłam smarować je właśnie tym żelem, który jest dla osób które mają skłonności do obrzęku nóg:


Żel ma fajną, gość gęstą konsystencję, ładnie pachnie, w miarę szybko się wchłania a gdy się wchłonie czuć efekt chłodzenia. Czuć też że skóra jest gładka i dobrze nawilżona. ALE UWAGA! Nie używajcie tego żelu tuż po goleniu nóg! Ja się zapomniałam i pewnego dnia, od razu po ogoleniu nóg wsmarowałam w łydki ten żel, piekło niesamowicie przez jakiś czas.
Ale czy żel rzeczywiście działa przeciwobrzękowo? Może w minimalnym stopniu.
Ja używam tego żelu nieregularnie, czasem rano, czasem wieczorem. Ogólnie żel nie jest zły, ale wydaje mi się trochę za słaby na okres ciąży, zresztą fakt, to nie jest typowy kosmetyk na czas ciąży i nikt mi nie obiecywał, że ten żel zniweluje mi moje obrzęki, które są wynikiem ciąży. Zaczęłam go stosować bo po prostu został mi z poprzedniego lata.

I tak oto wygląda moja cała pielęgnacja w ciąży. 
Pamiętajcie, że w ciąży nasza skóra staje się bardziej sucha, bardziej wrażliwa i niestety skłonna do rozstępów, więc warto zacząć o nią dbać już na wczesnym etapie ciąży i pamiętać o smarowaniu się specjalistycznymi preparatami w takich miejscach jak piersi, brzuch, boczki, lędźwie no i zewnętrzne i wewnętrzne strony ud!
 
Jednak każda z nas jest inna i czasami to, że będziemy się smarować specyfikami od stóp do głów nie uchroni nas przed niechcianymi rozstępami, tak jak to w moim przypadku było. 
Ale warto jest o siebie dbać bo pamiętajcie, że ciąża to nie choroba, i mimo że czasami jesteśmy zmęczone, nic nam się nie chce, nie zatracajmy się w tym i nie chodźmy po domu jak czupiradła, bo po pierwsze mąż/partner na pewno nie chce codziennie widzieć swojej kobiety niezadbanej, rozmemłanej, w porozciąganych dresach, a po drugie również gdy same będziemy patrzeć w lustro na zadbaną, uczesaną i pomalowaną kobietę, to będzie nam lepiej i łatwiej znosić ten piękny, ale bądź co bądź trudny i pod koniec dość ciążki okres w naszym życiu. 




wtorek, 9 kwietnia 2013

Ciąża 36 tydzień - zaczynamy odliczanie...

No i się zaczął. Ostatni miesiąc mojej ciąży :) Nawet sobie nie zdajecie sprawy jak ten czas szybko mi zleciał, niedawno robiłam test i mówiłam mężowi, że będziemy mieli dzidziusia a tu niedługo będziemy już w 3kę :) 
Coraz bardziej nie mogę się tego doczekać, chociaż jak pomyślę sobie o porodzie to zaczynam się trochę bać, sama nie wiem czego? 
Tego, że nie będę wiedziała czy to już zaczyna się poród, czy bólu czy tego żeby z dzieckiem wszystko było w porządku? Ale raczej tego wszystkiego po trochu...

Właśnie dzisiaj byłam u lekarza, miałam robione KTG i pierwszy raz słyszałam bicie serduszka mojej córki :) Trochę byłam przerażona bo jej normalne tętno wynosiło ok. 130 uderzeń a podczas kopnięć nawet 180! Ale okazało się, że wszystko jest dobrze i moja dzidzia jest dobrze dotleniona i ma jeszcze dużo miejsca bo mam sporo płynu owodniowego, a mimo tego mój brzuch nie jest ogromny tylko jest taką piłeczką. 
Lenka na dzień dzisiejszy waży ponad 2300 gramów i jest już rozmiarów noworodka, czyli już nie rośnie jedynie przybiera na wadze. Podobnie jak ja - przytyłam 10kg. Lekarz mówi, że normalnie w ciąży powinno się przytyć ok. 12 kg, czyli jak na razie mieszczę się w standardach :) 
Moja córcia niemiłosiernie kopie i to nie raz na jakiś czas tylko non stop! Wierci się w tym brzuchu jak fryga. Cieszę się z tego, ale czasami to jest to po prostu męczące :( 
Jest to już 9 miesiąc i niestety jest mi okropnie ciężko, wcześniej też na to narzekałam ale mam wrażenie, że to co było wcześniej w porównaniu z tym co jest teraz to była bułka z masłem. Czuję się jak taki betonowy kloc - ociężała i nieporadna. Szybko się męczę, coraz częściej ciężko mi się oddycha i jestem zmęczona. 
Schylanie się i ubieranie np. kozaków to dla mnie istna męczarnia. Do tego chodzę jak kaczka! No i ciągły ból kręgosłupa, podbrzusza i ta cholerna zgaga, lepsza niż najlepsza przyjaciółka - wciąż przy mnie! Do tego mam stopy Hobbita - małe spuchnięte paróweczki, zresztą dłonie też nie lepiej wyglądają. Dobrze że jeszcze na twarzy nie puchnę, chociaż jeszcze wszystko przede mną. Uroki ciąży :) 
Ale ja tak narzekam, a wiem że inne dziewczyny ciążę znoszą o wiele gorzej ode mnie albo chciałyby mieć te wszystkie dolegliwości co ja, a ich nie mają bo w ciążę nie mogą zajść. Ostatnio spotkałam się z moją koleżanką, która stara się z mężem od lat o dziecko i nic... Miała już 6 inseminacji, teraz czeka na in vitro. To jest dopiero problem, a ja tak narzekam, ahhhh...

Dla dzidzi już wszystko jest przygotowane. Wózek kupiliśmy ten o którym pisałam ostatnio.  Komoda, szafa i łóżeczko jeszcze czekają na złożenie. Wszystkie ciuszki mam już poprane (w proszku Lovela), poprasowane i ułożone w szafie. Mąż się śmieje, że Lena ma więcej ciuchów niż ja i on razem wzięci (a uwierzcie mi, że mam sporo ciuchów :)), ale stwierdzam że faceci nawet sobie sprawy nie zdają co potrafią noworodki i ile razy w ciągu dnia można je przebierać. Oni chyba myślą, że jak rano ubierze się je w jedne ciuszki to tak będą leżeć i pachnieć cały dzień, pfffff....... no to się mój chłop przeliczy :).


Ciągle zaopatrujemy się w Pampersy i w chusteczki nawilżające, bo tego nigdy za wiele. Mam już wszystkie kosmetyki dla noworodka i wanienkę z wkładem gąbkowym. Kupiliśmy też podgrzewacz do butelek i termometr douszny na podczerwień:



A ostatnio zaopatrzyłam się w 2 komplety pościeli do łóżeczka firmy Feretti:


A jak tam moja dzidzia ma się w ostatnim m-cu życia w brzuchu?

"Maluch jest już właściwie w pełni dojrzały i gotowy do prawidłowego funkcjonowania poza macicą. Wszystkie jego układy są już wykształcone. Dziecko doskonali różne odruchy. Bardzo silnie zaznaczony jest teraz u niego odruch źreniczny i odruch chwytania. Dzięki temu drugiemu bardzo wcześnie po porodzie będziesz mogła poczuć, jak na twoim palcu zaciska się maleńka dłoń. Pamiętaj, że chociaż płód jest już właściwie przygotowany do samodzielnego funkcjonowania, im dłużej pozostanie w macicy do terminu porodu, tym większe szanse, że będzie sobie radził po porodzie bez żadnych powikłań. Jego układ oddechowy wciąż produkuje surfaktant, dzięki któremu jego zdolności oddechowe będą wydajniejsze. Dziecko mierzy teraz około 50 cm i waży około 2700 gramów.

W tym tygodniu twoja macica osiąga najwyższe położenie w przebiegu całej ciąży. Przylega do łuków żebrowych, w związku z czym ciężko ci nieraz złapać oddech i po dwóch kęsach posiłku masz wrażenie, że już nic więcej nie zmieścisz. Nogi mogą być bardzo opuchnięte, podobnie jak dłonie i twarz. Twoje dziąsła są wciąż mocno rozpulchnione i mogą krwawić podczas mycia zębów. Cały czas może ci dokuczać uczucie zapchanego nosa i krwawienie z jego błony śluzowej, nawet jeśli nie masz kataru. O nasilających się bólach kręgosłupa i uczuciu ciężkości chyba nie ma już co pisać…" *

Torbę do szpitala z wyprawką też mam już spakowaną (http://arkanaurody.blogspot.com/2013/03/wyprawaka-do-szpitala-dla-mamy-i.html), także teraz pozostaje mi tylko czekać na "ten" moment. Zastanawiam się tylko jak ja rozpoznam, że to już czas :/ 

A oto my :) :
 

wtorek, 26 marca 2013

Wyprawka do szpitala dla mamy i noworodka

Moi drodzy,
czas mojej ciąży mija nieubłaganie, jestem już w 34 tc i czas najwyższy na pakowanie wyprawki do szpitala.
Już teraz warto sobie wszystko na spokojnie przygotować, niż potem latać w popłochu i szukać tego czy tamtego, połowy zapominając ze sobą zabrać, bo przecież nigdy nic nie wiadomo a akcja porodowa może nas zaskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie...
Tak naprawdę każdy szpital to oddzielna instytucja i okazuje się, że jedne gwarantują nam np. ubranka czy też pieluchy a inne wręcz wymagają od nas całego ekwipunku, nawet szczotek do włosów dla noworodka. Najlepiej więc przed porodem pojechać do wybranego szpitala i dowiedzieć się co zapewniają a czego od nas wymagają. Tak nam będzie o wiele łatwiej.

No to zaczynamy pakowanie!

DOKUMENTY - dowód osobisty, dokument ubezpieczenia (teraz wystarczy sam

dowód osobisty bo mamy system eWUŚ), NIP pracodawcy, karta ciąży, wyniki badań które były robione w czasie ciąży: krwi, moczu, VDRL, toksoplazmoza, GBS, wynik oznaczenia grupy krwi, USG i ewentualnie raporty z USG.

DLA MAMY -


szlafrok, koszule nocne 2 szt (najlepiej rozpinane z przodu, by łatwiej karmić dziecko)
skarpetki, kapcie, klapki pod prysznic, ręczniki (mały i duży)

wygodna bielizna osobista - najlepsze będą staniki przystosowane do karmienia piersią
kosmetyki (szampon, żele, mydła, kremy, kolorówka), szczotka/grzebień do włosów, szczotka i pasta do zębów

wkładki laktacyjne, podpaski poporodowe, maść na obolałe brodawki


herbatkę laktacyjną dla matek karmiących, nieskończone litry wody niegazowanej
telefon komórkowy + ładowarka, talerz, szklanka, sztućce oraz umilacze wolnego czasu (o ile taki znajdziemy), np. MP3, książka, laptop. Pieniądze (na wszelki wypadek), odzież na wyjście



DLA MALUSZKA -
 

chusteczki nawilżające, paczka pieluszek jednorazowych, 2-3 pieluszki tetrowe, kocyk lub rożek



koszulki 2 szt, spodenki 2 szt, skarpetki 3 szt, body 3 szt, czapeczki 2 szt, rękawiczki 2 szt, pajacyki 3 szt (w tym pajac na wyjście ze szpitala)

ręcznik kąpielowy z kapturem, mydło lub żel do kąpieli, krem do pupy, nożyczki/cążki, szczotkę do włosków, smoczek, butelka, mleko



DODATKOWO możemy zabrać ze sobą maszynkę do golenia i jednorazową lewatywę (niektóre szpitale ich wymagają), zegarek (do odliczania długości skurczy), papier toaletowy, jedzenie, aparat fotograficzny, kamera.

Gdy będziemy tak "uzbrojone" to nawet gdy zaskoczy nas poród, nie będziemy musiały denerwować się tym, że jesteśmy nieprzygotowane. Złapiemy tylko za torbę i spokojnie, o ile to będzie możliwe, będziemy mogły udać się do szpitala.
Ja swoją torbę już mam spakowaną, czeka sobie teraz cierpliwie na ten wyczekiwany dzień...

Pamiętajmy też o foteliku - nosidełku w którym tata odbierze maluszka ze szpitala a potem przewiezie go w nim w samochodzie!




czwartek, 21 lutego 2013

Ciąża 30 tydzień

Pisałam Wam już, że czas leci jak głupi? Niby nic nie robię, siedzę w domu i się obijam, a mimo tego czas leci nieubłaganie. To już 30 tydzień mojej ciąży :)

Jak widać na zdjęciu, mój brzuch jest już pokaźnych rozmiarów. Doszło już do tego, że nie widzę własnych stóp, hahaha... No i chodzę i siedzę jak typowa kobieta w ciąży - tak stwierdził ostatnio mój mąż :)
Miesiąc temu dowiedziałam się jakiej płci jest moje dziecko a 2 tygodnie temu lekarz to potwierdził - będziemy mieć córeczkę!!!
Nawet nie wiecie jakie było to dla nas zaskoczenie, dlaczego? Otóż od początku ciąży każdy w rodzinie mówił, że to będzie chłopak, bo nic nie zbrzydłam, a na dodatek mój mąż ma brata, teść ma brata i dziadek męża też miał brata, więc nikt, a szczególnie mój mąż i teść, nie brał innej opcji niż taka, że to będzie chłopak. Ja tak na prawdę to od początku chciałam mieć dziewczynkę, ale wszyscy w kółko powtarzali "chłopak, chłopak...", więc i ja uwierzyłam w to, że będzie chłopak. Nawet w nocy poprzedzającej dzień w którym dowiedziałam się jaka jest płeć dziecka, śnił mi się chłopczyk. A okazało się inaczej... czyli jednak sny się tłumaczy na odwrót.
I szczerze Wam powiem, że ta wiadomość mnie trochę zmartwiła. Bałam się, że mąż, który tak mocno chciał mieć synka, będzie rozczarowany i na początku wyczułam to w jego głosie, ale szybko się przyzwyczaił do myśli, że będzie miał 2 dziewczyny w domu :) A może kiedyś jeszcze będzie miał synka...

Kiedy dowiedziałam się, że będziemy mieć córcię, wybrałam się na pierwsze ubraniowe zakupy. Nie kupiłam dużo, bo dostałam przecież ciuszki od kuzynki a w kolejce druga już pakuje wory po swojej córce, jednak nie mogłam się powstrzymać i kupiłam parę rzeczy:


Zaczęliśmy powoli zaopatrywać się w Pampersy, kupiłam też rzeczy potrzebne dziecku - gruszka do noska, szczotka do włosków oraz kremy do pielęgnacji ciała dziecka - długo się zastanawiałam jaką firmę wybrać, w ostateczności postawiłam na kremy Bambino:


Kupiliśmy też naszemu maluszkowi leżaczek, który gra, świeci się i wibruje, tak by uspokoić i uśpić dziecko:


Teraz jesteśmy na etapie kupna wózka. Stwierdziliśmy, że mimo że to dla dziewczynki, nie chcemy różowego, beżowy będzie się brudził, a niebieski, wiadomo dla chłopca, więc nasz wybór padł na kolor czerwony. Tak oto prezentuje się nasz 3-funkcyjny wybraniec:


Jeżeli chodzi o moje samopoczucie to jest mi już ciężko, znów jestem ciągle zmęczona i ospała, mimo tego czasami w nocy nie mogę spać. Zauważyłam też, że lekko puchną mi stopy i łydki. No i przyzwyczaiłam się już do ciągłej zgagi, która mnie wykańcza, do ciągłego bólu kręgosłupa, pachwin i podbrzusza, który ostatnio, to czasami jest nie do zniesienia. Jak złapie mnie skurcz to ciężko mi nawet zrobić krok. Bałam się, że to skurcze porodowe, bo jestem już w takim okresie ciąży, że wszystko jest możliwe, ale lekarz stwierdził, że wszystko jest w porządku, to tylko macica się rozciąga bo powoli przygotowuje się do porodu... Jeżeli teraz mnie te skurcze tak bolą, to co będzie przy porodzie? Jezu, wolę nie myśleć. Dodatkowo, od około 2 tygodni coraz częściej łapią mnie skurcze w łydki, grrrrrrr!

Do 27 tygodnia moja dzidzia nie obróciła się główką w dół, lekarz powiedział że jak się w najbliższym czasie nie odwróci to prawdopodobnie czekać mnie będzie cesarka. Jednak na badaniu w 28 tc okazało się, że już się obróciła, nawet nie wiem kiedy. Byłam pewna, że poczuję jak się będzie przekręcać, a tu nic. Za to czuję ją samą i to już nie lekkie kopnięcia tylko porządne kopniaki :) Czasami jak kopnie w pęcherz albo w żebra to nie wiem czego mam się łapać, a czasami to tak się wierci, że cały brzuch mi chodzi, to w jedną to w drugą stronę :) Zauważyłam, że jest aktywniejsza kiedy rozmawiam z mężem, albo kiedy słucham muzyki lub jej śpiewam...

Z moją dzidzią wszystko jest w porządku (odpukać), rozwija się prawidłowo, waży ok 1300 gram i ponoć ma długie nogi :) Za każdym razem na badaniu USG widzę jak rusza buzią, rączkami i nóżkami. Ostatnio pokazała mi nawet środkowy palec... Od małego zaczyna... :)

W ostatnim czasie, to co tydzień jestem w przychodni, bo co chwilę muszę robić jakieś badania. Jak nie test tolerancji glukozy, to test na toksoplazmozę, ogólna morfologia i mocz, albo sprawdzanie cukru we krwi, ehhh.... Ciągle pokłuta igłą chodzę...

Jeżeli chodzi o dietę, to dalej łykam Prenatal Classic, oraz dodatkowo na skurcze macicy i łydek, lekarz przypisał mi magnez w tabletkach - Asmag:


Co do diety, to zmuszam się by jeść to co wszyscy, jednak ostatnio kompletnie nic mi nie smakuje, na nic nie mam ochoty i co widzę jedzenie to się krzywię. Nawet jak mam na coś ochotę, to sama nie wiem na co, krążę po sklepie by coś kupić a i tak nic specjalnego z niego nie wynoszę.
Ale miałam też okres, że jadłam wszystko i to tak, że np. teraz coś jadłam a za chwilę byłam głodna. A jak to wszystko smakowało, BOŻE! Zwykła bułka z serem i ogórkiem smakował mi jak bym w życiu jej nie jadła i jak by to była najsmaczniejsza rzecz na świecie! Jadłam nawet o godzinie 23:00 :/ Na szczęście trwało to tylko parę dni. Bałam się, że jak będę tak jadła to przytyję tak bardzo, że futryny w drzwiach będzie trzeba powiększać, na szczęście mi to przeszło :) Od początku ciąży, dzięki Bogu przytyłam ok 4kg :) Zobaczymy jak będzie potem.

A jak tam moje dziecko ma się w 30 tygodniu swojego życia?

"W tym tygodniu zachodzą istotne zmiany w produkcji czerwonych krwinek dziecka. Do tej pory były produkowane w procesie hemopoezy wątrobowo-śledzionowej. Odtąd tę funkcję przejmuje szpik kostny. W tym tygodniu również mózg płodu zaczyna przybierać właściwy wygląd - ukształtowały się na nim charakterystyczne bruzdy i zagłębienia, dzięki którym możliwy jest jego dalszy rozwój i prawidłowe funkcjonowanie. Coraz lepiej ukształtowany mózg zaczyna również przejmować funkcje pełnione dotąd przez inne narządy, np. regulację temperatury ciała. W miarę jak dziecko nabiera coraz więcej tkanki tłuszczowej, zaczyna tracić meszek płodowy (lanugo). W terminie okołoporodowym zupełnie się go pozbędzie" *

Oh, jeszcze trochę przede mną... ale już nie mogę się doczekać kiedy pierwszy raz zobaczę swoje dziecko. Czasami zastanawiam się jak będzie wyglądała, co będzie miała po mnie a co po tacie...







środa, 9 stycznia 2013

Piżama dla kobiety w ciąży

Moi kochani,
jak już powszechnie wiadomo jestem w 23 tc (link do posta http://arkanaurody.blogspot.com/2013/01/ciaza-23-tydzien.html) i coraz bardziej zaczynam się "rozrastać", więc w coraz więcej rzeczy sprzed ciąży wejść nie mogę :(
Już jakiś czas temu kupiłam sobie spodnie ciążowe i płaszcz zimowy dla kobiety w ciąży (link do posta http://arkanaurody.blogspot.com/2012/11/odziez-dla-ciezarnej.html), teraz przyszedł czas na piżamę, którą zmuszona byłam kupić, gdyż moja dotychczasowa, nie podołała powiększającemu się brzuszkowi, bo bluzka piżamy wraz z rosnącym brzuchem, podnosiła się do góry i zawsze w nocy miałam odsłonięte plecy i brzuch, no i gumka od spodni zaczęła mi się wbijać w brzuch, co nie było przyjemne :/

Znowu udałam się do salonu ciążowego w Zielonej Górze (http://www.salonciazowy.pl/) i kupiłam piżamę dla kobiet w III trymestrze ciąży (cena 99,99 zł):



 
Szczegóły:
długość rękawa: długi rękaw
długość spodni: długie
skład: 100% bawełna
skład bluzy: ściągacz, sitodruk
skład spodni: dżersej 
uwagi: pas w spodniach z dodatkiem elastanu
Piżama jest na prawdę dobrej jakości, jest miła w dotyku, a co najważniejsze jest wygodna! Dzięki temu, że ma wszyty szeroki pas idealnie trzyma się na brzuchu, a dzięki temu że bluza jest dość długa, podczas spania nie mamy odkrytych pleców. W końcu mam piżamę z którą nie mam kłopotów :)