środa, 9 stycznia 2013

Piżama dla kobiety w ciąży

Moi kochani,
jak już powszechnie wiadomo jestem w 23 tc (link do posta http://arkanaurody.blogspot.com/2013/01/ciaza-23-tydzien.html) i coraz bardziej zaczynam się "rozrastać", więc w coraz więcej rzeczy sprzed ciąży wejść nie mogę :(
Już jakiś czas temu kupiłam sobie spodnie ciążowe i płaszcz zimowy dla kobiety w ciąży (link do posta http://arkanaurody.blogspot.com/2012/11/odziez-dla-ciezarnej.html), teraz przyszedł czas na piżamę, którą zmuszona byłam kupić, gdyż moja dotychczasowa, nie podołała powiększającemu się brzuszkowi, bo bluzka piżamy wraz z rosnącym brzuchem, podnosiła się do góry i zawsze w nocy miałam odsłonięte plecy i brzuch, no i gumka od spodni zaczęła mi się wbijać w brzuch, co nie było przyjemne :/

Znowu udałam się do salonu ciążowego w Zielonej Górze (http://www.salonciazowy.pl/) i kupiłam piżamę dla kobiet w III trymestrze ciąży (cena 99,99 zł):



 
Szczegóły:
długość rękawa: długi rękaw
długość spodni: długie
skład: 100% bawełna
skład bluzy: ściągacz, sitodruk
skład spodni: dżersej 
uwagi: pas w spodniach z dodatkiem elastanu
Piżama jest na prawdę dobrej jakości, jest miła w dotyku, a co najważniejsze jest wygodna! Dzięki temu, że ma wszyty szeroki pas idealnie trzyma się na brzuchu, a dzięki temu że bluza jest dość długa, podczas spania nie mamy odkrytych pleców. W końcu mam piżamę z którą nie mam kłopotów :) 
  


poniedziałek, 7 stycznia 2013

Manicure w zaciszu własnego domu

Witajcie po pierwszym weekendzie w nowym roku.
Dość sporo piszę o lakierach czy też o zdobieniu paznokci (moje przykładowe prace http://arkanaurody.blogspot.com/2012/06/moje-pazurkowe-pomysy.html), jednak ani razu nie pokazałam Wam, jak dbam o swoje paznokcie.
Na manicure nie chodzę do kosmetyczki, ale wykonuję go sama, w zaciszu własnego domu. I dzisiaj chciałabym Wam pokazać jak ja wykonuję sobie klasyczny manicure, mimo że odkrywcza raczej nie będę :)
Może najpierw zacznę od historii moich paznokci.
Od małego, zawsze obgryzałam paznokcie i przez to zawsze miałam malusieńką płytkę. Gdy ładnych parę lat temu postanowiłam skończyć z obgryzaniem i stwierdziłam, że młoda kobieta nie może mieć ogryzków, moje paznokcie były miękkie, łamały się i miałam problem z ich zapuszczeniem. Postanowiłam nakładać tipsy. Początkowo chodziłam do kosmetyczki a potem, z racji posiadania swojego salonu, sama sobie je robiłam. Przeważnie był to klasyczny french ze zdobieniem. Potem, na naturalną płytkę kładłam żel lub akryl, ale to jak wiadomo nie sprzyja płytce. Ale około rok temu, postanowiłam na naturalność. Odkryłam dobrze wszystkim znaną odżywkę firmy Eveline (recenzja http://arkanaurody.blogspot.com/2012/06/diamentowa-odzywka-eveline.html), która pomogła mi zapuścić paznokcie i dzięki której do tej pory mam twarde a co najważniejsze, długie paznokcie.

Oto jakiego "sprzętu" i jakich kosmetyków używam do mojego manicuru:


Swój manicure zawsze zaczynam od piłowania paznokci i do tego używam popularnego i najtańszego pilnika papierowego - są to pilniki które spotkacie w każdym salonie kosmetycznym. Skąd nazwa "pilniki papierowe"? Stąd, że warstwa na plastikowej płytce to papier, do którego przyklejone są różnego rodzaju opiłki, którymi piłujemy paznokcie. Są to pilniki odpowiednie dla naturalnej płytki jak również do obróbki paznokci sztucznych, czyli tipsów - wszystko zależny od ziarnistości pilników, która zaczyna się od 80 a kończy nawet na 400!
Ale co to jest właściwie ta ziarnistość?
Jest to liczba przyklejonych ziarenek opiłków na 1 cm kwadratowym pilnika - czyli im więcej ziarenek tym pilnik jest delikatniejszy.
Ja używam pilnika o ziarnistości 180/240 - oznacza to, że na jednej stronie pilnika mam 180 ziarenek/1cm kw, a na drugiej stronie 240 ziarenek/1cm kw - moim zdaniem jest to idealny pilniczek do paznokci naturalnych:


Ja swoje paznokcie od zawsze piłowałam na "okrągło", ale ostatnio postanowiłam zrobić sobie kształt kwadratowy. Niestety podczas Sylwestrowej zabawy jeden z paznokci bardzo niefortunnie mi pękł - bo około 2 milimetry poniżej lini uśmiechu, czyli na łożysku, po którym przesuwa się rosnący paznokieć. Niestety paznokcia nie dało się uratować, więc musiałam go bardzo mocno spiłować, co strasznie bolało.


A że paznokcie miałam długie, to cała reszta wyglądała głupio w porównaniu z jednym małym inwalidą. Musiałam je skrócić. By nie bawić się w tak długie piłowanie, paznokcie najpierw skróciłam gilotynką - przyrząd do skracania tipsów - a potem nadałam im ładny kształt i opiłowałam boki pilnikiem papierowym.

Potem matowię bloczkiem paznokcie, po to by usunąć narośnięte na paznokciu, po bokach skórki oraz by wyrównać ich powierzchnię. Dodatkowo na zmatowionych paznokciach lakier trzyma się znacznie dłużej.
No właśnie a co z usuwaniem skórek? Ja nigdy nie wycinam skórek, jedynie przesuwam je. Idealnym momentem do tego jest czas po kąpieli, kiedy mamy namoknięte skórki. Biorę wtedy ręcznik i nim przesuwam skórki. Wam też polecam ten sposób!


Po piłowaniu i zmatowieniu, czas na odżywkę. Ja od paru lat, nieustannie stosuję diamentową odżywkę firmy Eveline. Na początku stosowałam ją tak jak każe producent - codziennie warstwa przez 3 dni. Po 3 dniach zmywamy i od nowa malujemy codziennie po jednej warstwie. Potem, gdy moje paznokcie zrobiły się rzeczywiście bardzo twarde, odżywkę stosowałam i stosuję do tej pory jako base coat pod lakier kolorowy:


Gdy odżywka wyschnie, zabieram się za peeling rąk. Wcześniej używałam zwykłego gruboziarnistego peelingu jaki używałam do ciała, ale parę miesięcy temu odkryłam cukrowy peeling do rąk z Perfecty i od tej pory jest to mój ulubieniec. Peeling ten, to połączenie cukru z wazeliną i drobinkami orzecha. Cudnie pachnie, rewelacyjnie wygładza skórę rąk a do tego jest słodki :) Teraz, w okresie zimowym peeling wykonuję 2 razy w tygodniu:


Potem czas na krem. U mnie kremy to temat rzeka. Mogłabym je mieć w każdej torebce, w każdym zakamarku domu, po prostu wszędzie! Ograniczyłam się jednak do kremu w łazience, ubikacji, stoliku nocnym i w torebce. Moimi ulubieńcami na dzień dzisiejszy to krem z zieloną herbatą od firmy Silcare. Stoi sobie na półce w ubikacji i za każdym razem po umyciu rąk, wyciskam sobie krem na ręce (posiada pompkę - rewelacyjna sprawa). Krem bardzo delikatnie pachnie, ma fajną, zwartą konsystencję, dość szybko się wchłania i na długie godziny pozostawia nawilżone i gładkie dłonie:


Kremem, który noszę ze sobą w torebce to eliksir do rąk i paznokci od firmy Eveline. Krem przepięknie pachnie, szybko się wchłania, dobrze nawilża i ładnie wygładza. Konsystencja kremu jest lekka. Tani a dobry krem, godny polecenia:


Ostatnim krokiem, który wykonuję podczas manicuru to wsmarowanie w skórki oliwki. Ja używam do tego ślicznie pachnącej, waniliowo-brzoskwiniowej oliwki z firmy Activ. Oliwka posiada pipetkę, którą idealnie aplikuje się ją na skórki. Oczywiście możemy użyć do tego też zwykłej oliwy z oliwek, a najlepiej gdy ją troszkę podgrzejemy i zanurzymy w niej dłonie.


I tak oto wygląda manicure, który wykonuję w domu. Dłonie są wypielęgnowane, delikatne i gładkie.


Po wszystkich tych krokach, gdy oliwka dobrze się wchłonie zabieram się za malowanie paznokci kolorowym lakierem.
Panom również polecam wykonanie manicuru. Teraz w obecnych czasach to nic nadzwyczajnego, że mężczyźni chodzą do manikiurzystek czy też sami dbają o ręce. W końcu nie od dzisiaj wiadomo, że dłonie to wizytówka człowieka.
Pozdrawiam gorąco!
 

piątek, 4 stycznia 2013

Ciąża 23 tydzień

Moi drodzy,
jak ten czas szybko leci, niedawno publikowałam post w 14 tygodniu ciąży (http://arkanaurody.blogspot.com/2012/11/ciaza-14-tydzien.html), a już piszę o 23 tygodniu. Właściwie nie wiem kiedy ten czas zleciał... Jak tak dalej będzie zasuwał, to kolejny post będę pisała dla Was z porodówki :)
No właśnie, za mną już półmetek ciąży. Co się zdarzyło a co zmieniło w tym czasie? Hmmm... Mówi się, że ciąża to najpiękniejszy okres w życiu kobiety. Szczerze Wam powiem, że ja tak tego nie odbieram (bynajmniej do tej pory), może ze mną coś jest nie tak?

Oczywiście nie mogę powiedzieć, że bardzo źle znoszę ciążę, wręcz przeciwnie, na początku nie miałam typowych objawów dla kobiet w ciąży - mdłości, wymioty czy też zachcianki. Jedynie w I trymestrze bardzo chciało mi się spać i byłam ciągle zmęczona. Mogłam spać na stojąco. Potem było lepiej, miałam więcej energii i czułam się dobrze.
W pewnym momencie, około 17 tygodnia złapał mnie potworny ból pleców w okolicy lędźwiowej, nie ustępował przez 2 tygodnie. Byłam jak paralityk, który nie może wstać z łóżka o własnych siłach, a gdy próbowałam się podnieść, to z oczu same płynęły łzy z bólu. Jedynymi tabletkami, które łykałam był Paracetamol. W bolące miejsce wcierałam Amol, niestety nic mi nie pomagało. I tak z ciągłym bólem pleców nauczyłam się funkcjonować i nic się nie zmienia do dziś... :/
Do tego doszły też dość mocne bóle podbrzusza - lekarz powiedział, że to normalne, bo macica się rozszerza.
Coraz szybciej się męczę, wolniej chodzę, a właściwie sunę :)  Nie mogę nigdy nadążyć za mężem. Ciężko mi już wchodzić i wychodzić z samochodu. Ubieranie kozaków to męczarnia...
Ahhh, no i oczywiście rozstępy... Mimo, że się smaruję kremami i balsamami, to na piersiach i na wewnętrznej stronie ud pojawiły się rozstępy, jedne blade, drugie bordowe :( Na brzuchu na szczęście jeszcze nie mam i mam nadzieję, że mieć nie będę. Więc jak na razie ciąża nie jest dla mnie najpiękniejszym czasem...

Ale może dość narzekań! Najważniejsze, że moje maleństwo jest zdrowe i rośnie sobie jak trzeba! W 14 tc pisałam, że nie mogę się doczekać ruchów dziecka.
Pierwsze, dokładne ruchy poczułam w 19 tygodniu. Możliwe, że już wcześniej je czułam, ale nawet ich nie rozróżniałam. Najpierw były to jakby bulgotania albo uderzenie ogona rybki, potem były już silniejsze i bardziej wyczuwalne. Ruchy dziecka - jest to dla mnie i chyba dla każdej przyszłej matki, wynagrodzenie za te wszystkie bóle pleców, brzucha, itd. Bo mimo, że boli jak nie wiem co, gdy dziecko się rusza to wtedy wszystko mi momentalnie przechodzi...
Co do płci to nadal nie wiem co nam rośnie, niestety dzidzia jest wstydliwa i za nic nie chce pokazać co ma między nóżkami :) Mam nadzieję, że na kolejnej wizycie się ujawni.


Co do diety, to taka jak była taka dalej jest - czyli całkiem normalna, nie mam kulinarnych zachcianek, aczkolwiek mięso dla mnie mogło by nie istnieć. Zmuszam się do jedzenia go, bo na samych serach człowiek nie przeżyje, no i dziecko też musi dostawać składniki odżywcze, których nie znajdę w nabiale.
Dodatkowo łykam witaminy. Wcześniej był to Falvit mama, a teraz jem Prenatal Classic.
Jem dużo owoców i staram się unikać słodyczy, co ostatnimi czasy średnio mi wychodzi :)
Na szczęście nie przytyłam dużo, na razie wszystko idzie w dziecko, czyli tyje tyle ile ono waży. Dzięki temu bez problemów zmieściłam się w moją Sylwestrową kreację sprzed 2 lat. 
Ale jakiś czas temu zauważyłam, że powiększyły mi się "boczki", ale czytałam, że to normalne bo "rozrastam się" na boki by utrzymać dziecko.

Postanowiliśmy z mężem, że powoli będziemy kolekcjonować akcesoria dla maluszka, tak by potem nie kupować w popłochu wszystkiego hurtem. Naszym pierwszym zakupem były butelki, różne pojemności i smoczki:



Kolejnym zakupem możliwe, że będzie wózek lub łóżeczko, zobaczymy...

A jak tam moje dziecko się ma w 23 tygodniu swojego życia?
Gdy ostatni raz byłam u ginekologa, to widziałam mojego maluszka w całej okazałości. Widziałam brzuszek, serce i pępowinę (między nogami zasłaniała tajemnicę). Widziałam jak się rusza a właściwie podskakuje... Gdybym mogła to chodziłabym na USG codziennie by oglądać mojego maluszka. Teraz wygląda tak (teorytycznie):


Trochę teorii:
"Płód ma proporcje ciała zbliżone do ciała noworodka. Bardzo intensywnie teraz rośnie. Pod koniec szóstego miesiąca ciąży właściwie podwoi swoją masę. W jego naczyniach krwionośnych krąży krew. Gdybyś mogła teraz zajrzeć do wnętrza macicy, zauważyłabyś, że maluch ma bardzo dużo skóry - nieproporcjonalnie do ubogiej tkanki tłuszczowej tuż pod jej powierzchnią. Maluch szybko nadrobi te straty, wtedy jego delikatna skóra nie będzie już tak przejrzysta jak w tej chwili. Prześwitują przez nią delikatne naczynia krwionośne. Dziecko mierzy teraz około 20 cm i waży ponad 500 gramów" *

Także, jak widzicie ciąża ma swoje dobre i złe strony i jak do tej pory ja nie nazwałabym tego okresem najcudowniejszym w życiu. Wszystko możliwe, że z czasem jak dziecko będzie większe, bardziej będzie kopać i będzie bliżej porodu, to wtedy zmienię zdanie.
Ale i tak najpiękniejsze chwile to wtedy, gdy czuję mojego małego artystę w sobie i już nie mogę doczekać się gdy go lub ją wezmę w ramiona...

* info http://dzieci.pl/

czwartek, 3 stycznia 2013

Lovely - lakier Moulin Rouge

Witajcie,
dzisiaj chciałabym Wam pokazać mojego małego odkrywcę, produkt w którym się zakochałam od pierwszego pomalowania i który stanie się moim ulubieńcem.
Mowa o lakierze Lovely z serii Moulin Rouge.


"Moulin Rouge - skandalizująca czerwień!
Kolekcja Must Have to migoczące, eleganckie i wysmakowanych odcienie. Legendarny i skandalizujący urok tancerek Moulin Rouge zamknięty w buteleczce kolekcji Must Have. Niezwykła kolekcja lakierów będących odpowiedzią dla każdej kobiety poszukującej dla siebie idealnego koloru czerwieni." *

Lakiery te już od jakiegoś czasu są w sprzedaży, ale ja pokusiłam się o kupno jednego z nich dopiero 1,5 tygodnia temu, kiedy to były w promocji za niecałe 4zł w Rossmannie.
W związku z tym, że mam w swojej kolekcji pełno różnych odcieni czerwieni, nie chciałam kupować kolejnego lakieru. No ale pokusiłam się na zakup jednego, gdy zobaczyłam jego kolor - czerwień połączona z pomarańczą - to kolor lakieru, który zawsze chciałam mieć, a nigdzie nie mogłam takiego dostać, aż kupiłam właśnie ten - kolor numer 7.
Lakier dodatkowo posiada minimalne złote drobinki, które w światłe ładnie się mienią.


Opakowanie lakieru to 9ml buteleczka ze standardowej długości pędzelkiem, który jest nie za cienki i nie za gruby - idealny by pokryć paznokieć trzema ruchami. Konsystencja lakieru jest nie za rzadka i nie za gęsta, też idealna :) Lakier przy malowaniu nie smuży a po wyschnięciu nie tworzą się nieestetyczne bąbelki.


Jeżeli chodzi o krycie lakieru, to jest ono perfekcyjne już przy pierwszej warstwie nałożonej na paznokcie. A co do trwałości lakieru, to ja nie wiem jak Wibo to robi, ale nie ma sobie równych w tym przedziale cenowym!
Ja swoje paznokcie pomalowałam (2 warstwy) w sobotę 29.12.12, zmywałam naczynia bez rękawiczek, sprzątałam, myłam co chwilę ręce, kąpałam się a mimo tego lakier bez problemu przetrwał wszystkie te zabiegi no i zabawę Sylwestrową. A zmyłam go dopiero dziś (03.01.13) po zrobieniu zdjęć dla Was i to tylko dlatego, że podczas tańców w Sylwestra połamałam sobie paznokcia i po prostu moja ręka wyglądała głupio z jednym, czerwonym, krótkim inwalidą :) Gdy zaczęłam zmywać paznokcie bałam się, że skoro ma w sobie brokat to ciężko będzie mi go zmyć z paznokci (jak to z brokatowymi lakierami bywa), no i ten osrty czerowny kolor - na pewno zabarwi płytkę - ale ani jedno ani drugie nie miało miejsca! Lakier zszedł bez problemów a płytka pozostała w naturalnym kolorze.
Jedynie co zauważyłam to to, że po około 3 dniach lakier zaczął na końcówkach się ścierać, ale to w stopniu minimalnym, oto dowód:


Jestem po prostu zachwycona tym lakierem - jego kolorem i jakością. Nie znalazłam w nim żadnych wad a wypowiadać się mogę na jego temat w samych superlatywach!!! Jest to lakier w 100% godny polecenia!!! Kolejny ulubieniec do firmy Wibo!
Buziaki :* :* :*
* info http://lovelymakeup.pl/paznokcie/lakiery/must-have-moulin-rouge



środa, 2 stycznia 2013

Maybelline, Pure.Cover Mineral - mineralny korektor w płynie - recenzja

Witajcie kochani w nowym, 2013 roku!!!
Wiem, że dość długo mnie nie było, ale to dlatego, że świąteczny czas upłynął mi pod znakiem choroby - w przeddzień Wigilii dostałam takiej gorączki, że nie wiedziałam gdzie jestem, w nocy dreszcze i zimne poty... W Wigilię poszłam do lekarza, a z racji mojego stanu, żadnych antybiotyków i innych specyfików brać nie mogę. Lekarz kazał mi brać witaminę C, nacierać się Amolem, jeść czosnek a zatoki zwalczyć solą morską dla dzieci :( I tak ponad tydzień umierałam... Nic mi się nie chciało i nie wychodziłam z domu.
Na szczęście jest już dobrze, mamy 2013 rok, nowe pomysły i dużo siły na kolejne 365 dni :)

Pierwszy post w nowym roku poświęcony będzie mineralnemu korektorowi w płynie od firmy Maybelline.

 "Korektor zapewnia nieskazitelną skórę. Może być stosowany zarówno pod oczy jak i do niedoskonałości skóry. Produkt nie zawiera talku, konserwantów oraz olejków. Pozwala swobodnie oddychać skórze, nie zatykając porów. Dodatkowo formuła została wzbogacona o rumianek i witaminę E, dzięki czemu ma ona działanie łagodzące." *

Korektor ten kupiłam przypadkowo, bo był w promocji. Chciałam go po prostu przetestować, bo właśnie kończyło się któreś z kolei opakowanie mojego ulubieńca, czyli korektora firmy Rimmel, Match Perfection Concealer (recenzja http://arkanawdzieku.blog.onet.pl/2012/05/06/rimmel-match-perfection-korektor-pod-oczy/).

Ja korektora używam przede wszystkim do maskowania moich cieni pod oczami, no i czasami jakiś kolegów, co wykwitną mi na buzi. 

Korektor Maybelline zamknięty jest w 5 ml opakowaniu z pacynką, którą łatwo możemy wydobyć produkt a potem zaaplikować go na skórę.
Ja posiadam ten korektor w kolorze 04 rose beige - moim zdaniem kolor idealnie zbliżony do koloru mojej cery.


Przy kupnie tego produktu najbardziej zależało mi na kryciu i tu gdy pierwszy raz go użyłam, byłam mile zaskoczona.
Wcześniej byłam pewna, że żaden inny korektor nie pobije tego z Rimmel'a, ale jednak myliłam się...
Korektor Pure.Cover Mineral jest jeszcze bardziej kryjący a przy tym nie jest ciążki i tępy. Idealnie nadaje się pod oczy, nie zbiera się w zmarszczkach i ładnie rozświetla.
Po nałożeniu na twarz, kolor nie zmienia się, nie blaknie, nie żółknie i nic dziwnego się z nim nie dzieje. Korektor ma w miarę lekką konsystencję, dobrze się go nakłada i rozprowadza zarówno palcami jak i pędzelkiem, bez żadnego problemu wtapia się w cerę.


Moim zdaniem jest to na prawdę dobry produkt warty swojej ceny !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Jeżeli właśnie zastanawiacie się nad zakupem korektora w płynie, to z czystym sumieniem mogę Wam polecić właśnie ten korektor, lub ten z Rimmel'a, który jest równie dobry, tylko mniej kryjący.
Pozdrawiam i do następnego...

* info http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=28449