poniedziałek, 18 kwietnia 2016

KOBO Face Sculpting Palette - zestaw do konturowania twarzy

Jeżeli chodzi o konturowanie twarzy, to tak, od dawna to robię, żeby moja twarz wyglądała trójwymiarowo a nie płasko, ale zawsze miałam bronzer i róż osobno a o bardzo jasnym pudrze, prawie białym nie było mowy, bo w drogeriach takich po prostu nie ma, albo ja na takie się nie natknęłam. Ale niedawno oglądałam jak Maxineczka na yt testowała zestaw do konturowania od firmy KOBO, a że wyglądał atrakcyjnie przez 2 różne odcienie brązu i róż to jeszcze miał bardzo jasny puder do rozświetlania. Poszłam do Natury i bez zastanawiania się kupiłam go: 


"Kobo Professional Face Sculpting Palette zestaw do konturowania twarzy, pozwalający na osiągnięcie efektu perfekcyjnie wymodelowanej twarzy.
Składa się z pudru rozświetlającego, różu do podkreślenia kości policzkowych oraz dwóch matowych pudrów brązujących przeznaczonych do modelowania konturu twarzy."

Za kwotę 19,99 mamy 8g produktu. Zestaw zapakowany w solidne, plastikowe, kompaktowe opakowanie, które dość ciężko otworzyć, szczególnie gdy mamy długie paznokcie ale z jednej strony to dobrze, bo spokojnie możemy zabrać go do podróży i mamy pewność, że w kosmetyczce nie otworzy nam się. 
W zestawie znajdują się puder rozjaśniający, róż i 2 bronzery, wszystkie matowe, bez jakichkolwiek drobinek, za co ogromny plus: 


Puder rozjaśniający jest miękki, aksamitny, delikatny, przy czym nie pyli podczas aplikacji. W opakowaniu wygląda na żółty, ale na skórze jest bardzo neutralny. Bardzo ładnie rozświetla okolice pod oczami, szczyt nosa, wewnętrzny kącik oka i łuk brwiowy. Idealnie sprawdza się jako bazowy cień do powiek. Bardzo żałuje, że nie dużej wersji tego produktu :(
Róż jest troszkę twardszy, lekko kredowy ale najmocniej napigmentowany, musimy z nim uważać, bo bardzo łatwo nim o plamy. Wystarczy odrobina by policzki wyglądały zdrowo, naturalnie. 
Jasny brąz, tak jak puder rozświetlający, jest miękki, delikatny ale słabo napigmentowany i nie widać go pod kością policzkową. Dobrze sprawdza się jako cień w załamanie powieki. W wersji standardowej dostępny pod nazwą Sahara Sand 308.
Ciemny brąz jest najbardziej toporny z całej czwórki i troszkę trzeba się przy nim napracować, by uzyskać efekt wykonturowania.W wersji standardowej dostępny pod nazwą Nubian Desert 311.


W tym momencie używam tego zestawu codziennie i z pudru rozjaśniającego i różu jestem bardzo zadowolona. Bronzery mają ładne zimne tony ale moim zdaniem są za słabo napigmentowane i musimy budować intensywność koloru, co może skończyć się plamami. Jednak ogólnie z produktu jestem zadowolona i mogę Wam go polecić. 



środa, 13 kwietnia 2016

ESSENCE All About... Roses Eyeshadow - paleta cieni do powiek

Dzisiaj mam dla Was recenzję 3 paletek do powiek od firmy Essence z serii all about...(cena ok. 18zł):


"Wszystko o… nowych paletkach cieni do powiek z efektem wow! Każda paletka składa się z ośmiu modnych, doskonale dopasowanych odcieni – od jasnych i średnich, po ciemne. Delikatna i trwała formuła pozwoli wyczarować różnorakie efekty: zarówno matowe, połyskujące, jak i metaliczne."



Cienie zapakowane są w proste ale bardzo solidne, plastikowe opakowanie. W paletce Roses znajdziemy 5 kolorów połyskujących i 3 maty, w Nudes 3 połyskujące i 5 matów a paletka Bronze to same cienie połyskujące.
Cienie mają bardzo kremową konsystencję, bardzo dobrze nakłada się je na powieki, dobrze współgrają ze sobą, jednak podczas aplikacji delikatnie się osypują. Wszystkie cienie są bardzo mocno napigmentowane, jednak kolor można stopniować według uznania. Kolory są dobrze dobrane, bo można nimi wykonać zarówno delikatny, dzienny makijaż, jak i mocny, wieczorowy.





Ja jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tymi cieniami i coraz bardziej uświadamiam sobie, że firma Essence ma bardzo dobre produkty (bynajmniej cienie do powiek i lakiery) w niskich cenach, i już dokąd je mam (ponad miesiąc) tylko nimi się maluję. Polecam

piątek, 8 kwietnia 2016

BOURJOIS Healthy Mix Anticerne Correcteur - korektor pod oczy

Dziś mam dla Was recenzję korektora po oczy od firmy Bourjois z osławionej serii Healthy Mix:

"Stworzony do walki z cieniami pod oczami. Dodaje skórze blasku i usuwa oznaki zmęczenia. Formuła korektora została wzbogacona o upiększające wyciągi z owoców:
- morela: rozświetla i rozjaśnia,
- malina: aktywuje mikro-cyrkulację,
- melon: nawilża.
Dostępny w trzech odcieniach"

Korektor zamknięty jest w higienicznej tubce, łatwo go wydobyć z opakowania a kiedy bedzie miał sie ku końcowi, tubkę można przeciąć i wtedy nic nam się nie zmarnuje (ja lubię takie tubkowe opakowania).
Posiadam korektor najjaśniejszy z całej "aż" 3kolorowej gamy, w odcieniu 51 eclat clair, który utrzymany jest w żółtej tonacji. Mimo, że jest on najjaśniejszy to i tak moim zdaniem dla bardzo bladych osób będzie za ciemny:



Korektor ma gęstą konsystencję ale mimo tego jest bardzo lekki, nie wysusza skóry pod oczami, bardzo dobrze rozprowadza, no i jest wydajny, bo wystarczy dosłownie kropelka na opuszek by pokryć nim cienie pod oczami. Korektor  szybko zasycha więc trzeba go od razu po zaaplikowaniu przypudrować. 
Moje cienie pod oczami nie są hardkorowe ale jednak są, a ten korektor wyśmienicie sobie z nimi radzi - korektor bardzo dobrze kryje a przy tym rozświetla, przez co mamy ładniejsze spojrzenie nawet jak mamy gorszy dzień. Korektor ten radzi sobie nawet z drobnymi niedoskonałościami na twarzy, przy czym nie ciemnieje.
Jestem bardzo zadowolona z tego korektora i na pewno kupię go ponownie.



wtorek, 5 kwietnia 2016

WIBO Million Dollar Lips Matt Lipstick - matowe pomadki do ust

Pomadki są moim fetyszem, po prostu tak już mam i każdy co mnie zna, wie że mam ich multum :) mimo tego nadal nie mogę oprzeć się kupowania tych kolorowych cudeniek :) jakiś czas temu na kanale yt u Hani Knopińskiej widziałam recenzję kosmetyków Wibo i tam wspomniała właśnie o matowych pomadkach do ust z serii Million Dollar Lips a że wyglądały pięknie i miały dobrą recenzję, poleciałam do Rossmanna i kupiłam 2 kolorki:


"Matowa pomadka do ust Wibo Million Dollar Lips z długotrwałą formułą do 4 godzin. Doskonała, aksamitna konsystencja gwarantuje precyzyjne pokrycie. Matowe wykończenie sprawia, ze usta wydają się pełne, wyraziste i kuszą swoim urokiem. Matowa pomadka do ust Wibo Million Dollar Lips jest dostępna w 4 kolorach."

Ja posiadam kolory nr 1 (brudny różowo-brązowy) i nr 2 (intensywny róż), pomadki kosztują 10,99 za 3ml. Pomadki zamknięte są w prostym ale ładnym opakowaniu z klasyczną, precyzyjną pacynką:



Do tej pory moimi ulubieńcami jeżeli chodzi o długotrwałe i matowe pomadki były Bourjous Rouge Edition Velvet i myślałam, że nic z nimi równać się nie może, do czasu aż użyłam tych z Wibo.
Pomadki mają kremową konsystencję, łatwo i precyzyjnie, dzięki aplikatorowi można pomalować usta. Są bardzo mocno napigmentowane i już jedno pociągnięcie zostawia nam kolor na ustach. Pomadka całkowicie zasycha na ustach po jakimś czasie, nie wysuszając przy tym drastycznie. Wysychają do całkowitego matu i utrzymują się na moich ustach min. 6 godzin nawet przy piciu i jedzeniu. Potem mamy obrys ust jakbyśmy pomalowały sobie wargi konturówką. Pomadki bardzo ciężko zmyć, trzeba nieźle się namachać by je usunąć. 
Uważam, że te pomadki mogą spokojnie konkurować z tymi z Bourjous, a są w niebo tańsze.




wtorek, 29 marca 2016

PALOMA hand SPA - intensywnie nawilżający spray do rąk i cukrowy peeling do rąk - duet idealny

Dzisiaj mam dla Was recenzję mojego odkrycia ostatnich miesięcy jeżeli chodzi o pielęgnacje naszych dłoni - duet od firmy Paloma czyli nawilżający krem w sprayu i cukrowy peeling do rąk (każdy po 8,99 w Hebe):


"Nawilżający spray do rąk - lekki, szybko wchłaniający się preparat, dzięki wysoce skoncentrowanej formule zapewnia doskonałe odżywienie oraz nawilżenie dłoni i paznokci. Dobroczynnie działające masło shea oraz oleje: migdałowy i makadamia wchodzące w skład kremu silnie regenerują i wygładzają skórę rąk, jednocześnie pielęgnując niesforne skórki. Ekstrakt z perły i proteiny jedwabiu delikatnie ją rozjaśniają, niwelując niedoskonałości, a specjalnie dobrana kompozycja zapachowa koi zmysły. Kosmetyk mimo lekkiej konsystencji pozostawia na skórze wygładzającą i aromatyczną warstwę ochronną, która pozwala na wykonanie krótkiego relaksującego masażu. Doskonały do kuracji domowej, jak również zabiegu profesjonalnego. 

Cukrowy peeling do rąk - naturalne kryształki cukru zawarte w peelingu szybko i delikatnie złuszczają martwy naskórek doskonale wygładzając i zmiękczając skórę dłoni, jednocześnie pobudzając ją do odnowy. Olejek makadamia, posiadający wyjątkowe właściwości regeneracyjne, intensywnie nawilża i odżywia skórę. Bogaty w witaminy oraz składniki mineralne olejek migdałowy odbudowuje warstwę lipidową naskórka dłoni. Witaminy A i E łagodzą podrażnienia oraz znakomicie regenerują skórę, która odzyskuje aksamitną gładkość. Relaksujący zapach produktu sprzyja komfortowi podczas stosowaniu." 

Do tej pory zawsze peelingowałam swoje dłonie podczas kąpieli zwykłym, gruboziarnistym peelingiem do ciała i myślałam, że to zwykły wymysł te specjalistyczne peelingi do rąk aż do czasu kiedy pierwszy raz użyłam cukrowego peelingu od firmy Paloma. 
Peeling ten zapakowany jest w plastikowe pudełko, które ma drugie dno, więc kiedy patrzymy na pudełko wydaje nam się, że jest go dużo, jednak jest to złudne. Mimo tego produktu w opakowaniu mamy 125g i uważam, że jest to sporo, tym bardziej, że peeling jest bardzo wydajny. 
Peeling ma ładny, różowy kolorek i bardzo przyjemnie pachnie, kwiatowo jednak trochę chemicznie mimo tego aplikacja tego produktu to czysta przyjemność.  
Zastanawiałam się, czy to rzeczywiście cukier jest w peelingu więc spróbowałam jeden kryształek i tak, jest to cukier i jest go dużo! Producent proponuje nam 2 metody peelingowania dłoni - na mokro i sucho - ja peelinguje je na sucho i wtedy mamy mocniejszy efekt, po prostu na sucho ten peeling to niezły zdzieracz :) a kiedy spłuczemy dłonie wodą, te są nieziemsko gładkie, miękkie, ładnie pachną, są wyczuwalnie nawilżone i zostaje na nich warstewka po olejkach zawartych w peelingu. Może to głupie, ale ja jeszcze długo po zrobieniu peelingu, wącham i macam swoje dłonie i nie mogę się nadziwić jakie one są gładkie i miłe w dotyku... Dla mnie jest to istne cudo i już na pewno na stałe zagości w mojej łazience tym bardziej, że też doskonale nadaje się np. do łokci czy pięt.


Po peelingu czas na nawilżający krem w sprayu, który tak jak peeling cudownie pachnie. Innowacyjna forma dozowania kremiku umila jego aplikację, krem jest lejący się, delikatny. Jest wydajny, bo wystarczą 4 pompki na dłoń. Kiedy krem wyschnie, dłonie są bardzo delikatne, jedwabiste, nie są lepkie a jedynie wyczuwalna jest minimalna warstwa kremu. Moim zdaniem krem dobrze nawilża ale kiedy umyjemy ręce musimy ponownie użyć kremu. Nie wiem tylko czy dla osób, które maja mocno przesuszone dłonie ten krem przypadnie do gustu, raczej nie, bo jest to produkt o delikatnym działaniu, aczkolwiek do codziennego stosowania, po każdym umyciu rąk, spray ten jest idealny. 



Podsumowując - w peelingu się zakochałam i z całego serca Wam go polecam a krem to taki fajny, przyjemny gadżet do damskiej torebki.