czwartek, 11 kwietnia 2013

Lovely Crystal Strenght - supertrwałe lakiery o wysokim połysku (nr 301, 305 i 401)

Kochani,
z racji tego, że firma Lovely wycofuje ze sprzedaży lakiery z serii Crystal Strenght (nad czym osobiście ubolewam), postanowiłam je dla Was zrecenzować, byście mogły jeszcze zakupić te genialne lakiery. Ja w swojej kolekcji posiadam 3 kolorki - nr. 301, 305 i 401:


Na kupno lakieru z tej właśnie serii namówiła mnie ponad 2 lata temu koleżanka. Właśnie kolorem numer 305 (śliczny żarówiasty róż) miała pomalowane swoje pazurki i wtedy już wiedziałam, że ja też muszę go mieć! Na drugi dzień poleciałam do Rossmanna i go sobie kupiłam :) I tak ten kolor jest ze mną już od dłuższego czasu. 
Niedawno, kiedy Wibo i Lovely ogłosiło likwidację 3 serii lakierów, w tym właśnie Crystal Stranght, szybko poszłam do Rossmanna i zaopatrzyłam się jeszcze w 2 inne kolorki.

Lakiery znajdują się w mocnej, owalnej i sporej bo 12 ml buteleczce. Zakrętka jest czarna ale zakończona jest słodkim "diamencikiem", który cieszy oko.  Pędzelek lakieru jest jak dla mnie idealny! Jest takiej grubości, że wystarczą 3 pociągnięcia po paznokciu by ten był cały pokryty lakierem:

Konsystencja lakierów jest w sam raz - nie jest topornie gęsta ani zbyt lejąca. I mimo, że kolor 305 mam już ponad 2 lata to lakier jest taki sam jak w dniu kupienia go. 

We wszystkich trzech przypadkach, wystarczy jedna warstwa by dobrze pokryć paznokcie - nie ma prześwitów. Lakier dobrze się rozprowadza i nie tworzy smug.
Jego trwałość jest również bardzo dobra bo lakier bez żadnych problemów utrzymuje się na paznokciach nawet do 7 dni i nawet po tak długim czasie, lakier minimalnie starty jest jedynie na końcówkach. A mam wrażenie, że wytrzymał by jeszcze dłużej na pazurkach, gdybym go z nich nie zmyła. Czyli rzeczywiście jest "supertrwały". 
No i tak jak zapewnia producent jest to lakier o wysokim połysku - nie potrzebujemy już dodatkowego nabłyszczacza. 
Malusieńkim minusem w tych lakierach jest to, że on po jakimś czasie stania na półce rozwarstwia się, ale wystarczy nim jedynie potrząsnąć i lakier wraca do pierwotnej postaci. Mimo tego to rozwarstwianie się, na wpływa ni jak na jakość lakierów. 

Ja tymi lakierami jestem zachwycona i bardzo, ale to bardzo żałuję, że firma wycofuje go ze sprzedaży. 
Jeżeli stojąc przy szafie Lovely zastanawiałyście się czy kupić lakier z tej serii to mówię Wam - wróćcie i je kupujcie, tym bardziej, że ubywa ich na półkach i kosztują coś ok. 4zł za sztukę!

Oto jak lakiery prezentują się na pazurkach:





absolutnie POLECAM!
MOJA OCENA: 10/10



środa, 10 kwietnia 2013

Bell Perfect Cover - maskujący korektor w płynie

Jak już jakiś czas temu obiecałam Wam recenzję korektora firmy Bell, który kupiłam w Biedronce, tak teraz spełniam swą obietnicę.
Korektor kupiłam bo był tani (6,99) więc stwierdziłam, że jeżeli jest taka cena, to warto go wypróbować, a nóż okaże się godnym uwagi kosmetykiem. 
Korektor ten, jak większość kosmetyków firmy Bell dostępnych w Biedronce, zapakowany był w taki sposób, że wkładając go do koszyka miałam pewność, że nikt przedtem go nie otwierał. 
Do wyboru były 2 odcienie korektora, ja dla siebie wybrałam numer 01, mimo że w sklepie wydawał mi się bardzo jasny.


Ja tego typu kosmetyki używam jedynie do maskowania cieni pod oczami, ewentualnie na zaczerwienione skrzydełka nosa (na niechciane wypryski używam korektora Garnier PureAction). Jak do tej pory moim ulubieńcem był korektor firmy Maybelline (http://arkanaurody.blogspot.com/2013/01/maybelline-purecover-mineral-mineralny.html), kupując korektor Bell myślałam, że będzie to tańszy odpowiednik korektora Maybelline.

Korektor ma poręczne, plastikowe opakowanie ze standardową pacynką, którą dobrze nakłada się kosmetyk na twarz:


Jak już pisałam wcześniej, ja wybrałam kolor 01, który w świetle dziennym rzeczywiście okazał się kolorkiem bardzo jasnym, ale niestety ten kosmetyk ma jedną sporą wadę - po ok. 10 sekundach od nałożenia go na skórę, korektor mocno ciemnieje i z ładnego koloru jasnego robi się pomarańczowy :(


Konsystencja korektora jest w sam raz - nie za gęsta i nie za rzadka. Korektor w miarę dobrze kryje moje lekkie cienie pod oczami, ale mam wrażenie, że jeżeli ktoś ma na prawdę problem z zasinieniem okolic oczu, lub jeżeli ktoś chciałby sobie zatuszować tym korektorem mocne, czerwone wykwity, to kosmetyk ten na pewno nie poradziłby sobie z tym.
Tak dla pokazania - oto moja brązowa blizna na ręce z którą korektor ten sobie nie poradził:


A tak oto korektor radzi sobie z moimi cieniami pod oczami. Jak wyraźnie widać na zdjęciach korektor zmienia swój kolor.
Z jeden strony wklepałam korektor palcami a z drugiej aplikatorem od firmy EcoTools (http://arkanaurody.blogspot.com/2013/03/ecotools-aplikator-do-podkadu-i.html):





Niby korektor ten nie jest zły, bo dobrze się go aplikuje, w miarę dobrze kryje delikatne cienie pod oczami i nie zbiera się w zmarszczkach, jednak problemem w przypadku tego korektora jest fakt, że zmienia kolor. Niby producent zapewnia nas, że korektor "idealnie dopasowuje się do koloru skóry", ale ja nie mam skóry pomarańczowej więc chyba nie o to chodziło producentowi :/
Zużyję ten korektor do końca, jednak na pewno nie kupię go więcej, a moim ulubieńcem nadal pozostaje korektor z Maybelline.

raczej NIE POLECAM
MOJA OCENA: 5/10




wtorek, 9 kwietnia 2013

Ciąża 36 tydzień - zaczynamy odliczanie...

No i się zaczął. Ostatni miesiąc mojej ciąży :) Nawet sobie nie zdajecie sprawy jak ten czas szybko mi zleciał, niedawno robiłam test i mówiłam mężowi, że będziemy mieli dzidziusia a tu niedługo będziemy już w 3kę :) 
Coraz bardziej nie mogę się tego doczekać, chociaż jak pomyślę sobie o porodzie to zaczynam się trochę bać, sama nie wiem czego? 
Tego, że nie będę wiedziała czy to już zaczyna się poród, czy bólu czy tego żeby z dzieckiem wszystko było w porządku? Ale raczej tego wszystkiego po trochu...

Właśnie dzisiaj byłam u lekarza, miałam robione KTG i pierwszy raz słyszałam bicie serduszka mojej córki :) Trochę byłam przerażona bo jej normalne tętno wynosiło ok. 130 uderzeń a podczas kopnięć nawet 180! Ale okazało się, że wszystko jest dobrze i moja dzidzia jest dobrze dotleniona i ma jeszcze dużo miejsca bo mam sporo płynu owodniowego, a mimo tego mój brzuch nie jest ogromny tylko jest taką piłeczką. 
Lenka na dzień dzisiejszy waży ponad 2300 gramów i jest już rozmiarów noworodka, czyli już nie rośnie jedynie przybiera na wadze. Podobnie jak ja - przytyłam 10kg. Lekarz mówi, że normalnie w ciąży powinno się przytyć ok. 12 kg, czyli jak na razie mieszczę się w standardach :) 
Moja córcia niemiłosiernie kopie i to nie raz na jakiś czas tylko non stop! Wierci się w tym brzuchu jak fryga. Cieszę się z tego, ale czasami to jest to po prostu męczące :( 
Jest to już 9 miesiąc i niestety jest mi okropnie ciężko, wcześniej też na to narzekałam ale mam wrażenie, że to co było wcześniej w porównaniu z tym co jest teraz to była bułka z masłem. Czuję się jak taki betonowy kloc - ociężała i nieporadna. Szybko się męczę, coraz częściej ciężko mi się oddycha i jestem zmęczona. 
Schylanie się i ubieranie np. kozaków to dla mnie istna męczarnia. Do tego chodzę jak kaczka! No i ciągły ból kręgosłupa, podbrzusza i ta cholerna zgaga, lepsza niż najlepsza przyjaciółka - wciąż przy mnie! Do tego mam stopy Hobbita - małe spuchnięte paróweczki, zresztą dłonie też nie lepiej wyglądają. Dobrze że jeszcze na twarzy nie puchnę, chociaż jeszcze wszystko przede mną. Uroki ciąży :) 
Ale ja tak narzekam, a wiem że inne dziewczyny ciążę znoszą o wiele gorzej ode mnie albo chciałyby mieć te wszystkie dolegliwości co ja, a ich nie mają bo w ciążę nie mogą zajść. Ostatnio spotkałam się z moją koleżanką, która stara się z mężem od lat o dziecko i nic... Miała już 6 inseminacji, teraz czeka na in vitro. To jest dopiero problem, a ja tak narzekam, ahhhh...

Dla dzidzi już wszystko jest przygotowane. Wózek kupiliśmy ten o którym pisałam ostatnio.  Komoda, szafa i łóżeczko jeszcze czekają na złożenie. Wszystkie ciuszki mam już poprane (w proszku Lovela), poprasowane i ułożone w szafie. Mąż się śmieje, że Lena ma więcej ciuchów niż ja i on razem wzięci (a uwierzcie mi, że mam sporo ciuchów :)), ale stwierdzam że faceci nawet sobie sprawy nie zdają co potrafią noworodki i ile razy w ciągu dnia można je przebierać. Oni chyba myślą, że jak rano ubierze się je w jedne ciuszki to tak będą leżeć i pachnieć cały dzień, pfffff....... no to się mój chłop przeliczy :).


Ciągle zaopatrujemy się w Pampersy i w chusteczki nawilżające, bo tego nigdy za wiele. Mam już wszystkie kosmetyki dla noworodka i wanienkę z wkładem gąbkowym. Kupiliśmy też podgrzewacz do butelek i termometr douszny na podczerwień:



A ostatnio zaopatrzyłam się w 2 komplety pościeli do łóżeczka firmy Feretti:


A jak tam moja dzidzia ma się w ostatnim m-cu życia w brzuchu?

"Maluch jest już właściwie w pełni dojrzały i gotowy do prawidłowego funkcjonowania poza macicą. Wszystkie jego układy są już wykształcone. Dziecko doskonali różne odruchy. Bardzo silnie zaznaczony jest teraz u niego odruch źreniczny i odruch chwytania. Dzięki temu drugiemu bardzo wcześnie po porodzie będziesz mogła poczuć, jak na twoim palcu zaciska się maleńka dłoń. Pamiętaj, że chociaż płód jest już właściwie przygotowany do samodzielnego funkcjonowania, im dłużej pozostanie w macicy do terminu porodu, tym większe szanse, że będzie sobie radził po porodzie bez żadnych powikłań. Jego układ oddechowy wciąż produkuje surfaktant, dzięki któremu jego zdolności oddechowe będą wydajniejsze. Dziecko mierzy teraz około 50 cm i waży około 2700 gramów.

W tym tygodniu twoja macica osiąga najwyższe położenie w przebiegu całej ciąży. Przylega do łuków żebrowych, w związku z czym ciężko ci nieraz złapać oddech i po dwóch kęsach posiłku masz wrażenie, że już nic więcej nie zmieścisz. Nogi mogą być bardzo opuchnięte, podobnie jak dłonie i twarz. Twoje dziąsła są wciąż mocno rozpulchnione i mogą krwawić podczas mycia zębów. Cały czas może ci dokuczać uczucie zapchanego nosa i krwawienie z jego błony śluzowej, nawet jeśli nie masz kataru. O nasilających się bólach kręgosłupa i uczuciu ciężkości chyba nie ma już co pisać…" *

Torbę do szpitala z wyprawką też mam już spakowaną (http://arkanaurody.blogspot.com/2013/03/wyprawaka-do-szpitala-dla-mamy-i.html), także teraz pozostaje mi tylko czekać na "ten" moment. Zastanawiam się tylko jak ja rozpoznam, że to już czas :/ 

A oto my :) :
 

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

L'biotica BioVax - maseczka intensywnie regenerująca do włosów suchych i zniszczonych

Kochani,
dzisiaj chciałabym Wam zrecenzować jedną z maseczek BioVax firmy L'biotica. Ogólnie maseczki te są dobrze znane i chwalone za swoje właściwości oraz za brak parabenów i SLS, ale ja jak dotąd nigdy żadnej z nich nie kupiłam, aż ostatnio będąc w aptece zobaczyłam plakat informujący o tym, że jeżeli kupimy jakąś maseczkę BioVax to otrzymamy w prezencie serum wzmacniające do włosów z wit. A+E, a że maseczka kosztowała 17zł, to się skusiłam.
Chciałam kupić maseczkę z kreatyną i  jedwabiem, ale niestety już jej nie było, więc wybrałam maseczkę intensywnie regenerującą:


Do maseczki dołączony był termocap, który ma wspomagać regenerację włosów oraz 1,5ml próbka serum do włosów:


Maseczka umieszczona jest w 250g plastikowym "słoiczku", które jest tak zamknięte, że mamy gwarancję, że nikt wcześniej maseczki nie otwierał. Gdy zerwiemy zabezpieczenie i otworzymy wieczko, uderzy nas bardzo intensywny i nieziemsko sztuczny zapach - sama chemia! Dla mnie w tej maseczce to jedyny, ale za to ogromny minus!!! 
Kolor maseczki jest bladoróżowy a konsystencja bardzo gęsta - produkt nie spływa ani z rąk ani z włosów.


Gdy nałożyłam maseczkę na wilgotne włosy, nałożyłam załączony czepek i owinęłam głowę grubym ręcznikiem. Producent zaleca by pozostawić maseczkę na włosach przez 5 min, ja jednak zawsze maseczki trzymam dłużej na włosach, w tym przypadku ok. 1 godziny.


Po ok. godzinie zmyłam maseczkę ciepłą wodą. Nie miałam z tym większego kłopotu, maseczka bez problemu zmyła się z włosów. 
Po osuszeniu ręcznikiem, nie suszyłam włosów suszarką tylko zostawiłam je do wyschnięcia. Gdy włosy wyschły były bardzo miękkie, gładkie, delikatne w dotyku. Pięknie się błyszczały i wyglądały na zdrowe. Niestety też bardzo długo intensywnie pachniały, co mi przeszkadzało, bo jak dla mnie ten zapach jest po prostu nieładny :(


Ogólnie z maseczki jestem bardzo zadowolona i spokojnie mogę ją polecić, jedynym minusem jak dla mnie jest ten zapach, ale skoro produkt jest na prawdę dobry to można na ten jedem minus przymknąć oko. 
Raczej już nie będę eksperymentowała z maseczkami innych firm, tylko pozostanę wierna maseczkom BioVax.

POLECAM!
MOJA OCENA: 9/10


środa, 3 kwietnia 2013

Wracam do Was... z makijażem Sleek Au Naturel

Kochani,
przepraszam za nieobecność, ale od 27.03.2013 nie miałam internetu, ale teraz wracam do żywych i postaram się być aktywna.

A skoro mam być aktywna to może na początek jakiś makijaż?
Niestety nie mam zdjęcia całej twarzy, ale zdjęcia oka powinny zobrazować jak ładnie ten makijaż się prezentuje:


 Jak go wykonać?